czwartek, 4 lipca 2013

Tu nie będzie rewolucji?

Trochę pod wpływem emocji, a także zadumy (to się chyba nazywa refleksja), pomyślałem, że dobrze byłoby zrobić sobie taki mały rachunek sumienia. Coś jak podsumowanie. Z Doliny Krzemowej w ramach programu Top500 Innovators wróciłem w połowie grudnia 2012 r., biorąc pod uwagę pierwsze ciężkie tygodnie w Polsce po powrocie ("byłeś nieznośny!"*), daje to i tak pół roku możliwości.
Możliwości wprowadzania zmian u siebie w centrum/zakładzie/instytucie, uczelni, mieście, regionie, kraju. Bo takie jest zadanie stojące przed każdym Topowiczem, chociaż zdania na ten temat są podzielone ;). A moja opinia... cóż, zawsze mi się wydawało, że warto myśleć perspektywicznie: "jak sobie poukładasz, tak się wyśpisz", czyż nie? Możesz oczywiście czekać na cud, zwalać odpowiedzialność na innych - aż "Oni" wprowadzą zmiany, reformy, procedury, czytelne przepisy, itd., ale prawda jest taka, że gdy poznajesz osobiście tych "Onych", okazuje się, że nadziei na to wielkiej nie ma i trzeba samemu się brać do roboty. Myślenie w kategoriach "to nie ja jestem za to odpowiedzialny/ nie mam tego w obowiązkach / nie za to mi płacą" jest w mojej ocenie krótkowzroczne i powoduje jedynie rozwój wrzodów lub innych podobnych uciech. 

To podsumowanie jest też wynikiem iluś rozmów jakie przeprowadziłem lub którym się przysłuchiwałem. Rozmów często intensywnych ("No to co, wróciłeś, parę miesięcy minęło, do zrobiłeś?"). W których popełniałem błędy licząc, że ludzie nagle zrozumieją, że ich praca w danej jednostce uczelnianej jest w praktyce mało warta i trzeba sięgnąć po coś więcej. Że z zapałem zabiorą się za zmiany, bo kto lubi pracować "bez sensu"? Takie to miałem chłopięce podejście... ale tak działa Ameryka. I nie wymyśliłem sobie tego, ale sporo osób właśnie tak czuło się krótko po powrocie (Prof. Andrew M. Isaacs na zakończenie pobytu grupy 40.4 powiedział: "Jak nie teraz, to kiedy? Jak nie my, to kto?".)

Spójrzmy więc co też się działo, co się udało, a co nie udało. I dlaczego. 

Udało się:

  • Poznać fantastycznych naukowców, ekspertów, VC, aniołów biznesu, przedsiębiorców z Doliny Krzemowej oraz z Polski. Z częścią nawet utrzymać kontakt.
  • Złapać oddech, dystans i naładować akumulatory.
  • Przeprowadzić podstawowe szkolenie dla najbliższych współpracowników. 
  • Powołać do życia Stowarzyszenie Top500 Innovators, wcześniej opracować statut (brałem dość intensywnie udział w pracach) organizacji, przeprowadzić konsultacje, wizytować Łódź oraz Warszawę na zebraniu założycielskim, itp. 
  • Stać się członkiem grupy doradczej Zarządu Stowarzyszenia. Co tydzień skype, czasami 2-3 h.
  • Wciągnąć się w realizację programu US-Poland Innovation Hub, polegający na przygotowywaniu firm do podboju rynków globalnych:
    • poprowadzić szkolenie z networkingu w Łodzi dla kilku firm
  • Współorganizować Zlot Top 500 w Warszawie w lipcu 2013 r.:
    • mam tam nawet prowadzić jeden z paneli dyskusyjnych z takimi tuzami jak Prezes UP RP
  • Zorganizować dwa Dni Kreatywności na Akademii Morskiej w Szczecinie (tygodnie przygotowań). 
  • Odbyć 5-tygodniowy kurs online: Crash Course on Creativity Tiny Seeling w zespole z Topowiczami.
  • Wziąć udział w konferencji "Managing Innovation" w Warszawie.
  • Zorganizować spotkanie z prof. Moncarzem w Międzyzdrojach i przedyskutować "co dalej" z regionem i nami.
  • Uruchomić nowy mailing o transferze technologii, wysyłka cykliczna co kilka dni zestawu dziwnych informacji. Zapisy tutaj.
  • Zorganizować pierwsze spotkanie szczecińskich Topowiczów :)
  • Brać merytoryczny udział w pracach nad wdrożeniem nowej inicjatywy NCBR pn. SIMS (niestety, Akademia się na to nie łapie).
  • Wesprzeć inicjatywę "Pzp wiąże nam ręce" - moje CTT ma piękną fotkę na portalu
  • Mocno zaangażować się w pomoc w naborach do kolejnych edycji Top 500:
    • Razem z kolegą oraz osobiście przeprowadzić szkolenia na Uniwersytecie Szczecińskim
    • Razem z koleżanką przeprowadzić szkolenie na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym
    • Stać się członkiem Komisji Oceniającej podczas naboru wiosennego (świetne doświadczenie)
    • ... ogólnie doradzać MNiSW w tym zakresie 
  • Wziąć udział w Śniadaniu biznesowym w Technoparku Pomerania - przedstawić firmom doświadczenia z pobytu w Dolinie Krzemowej (w tym o Innovation Hub)
  • Spotkać się z Centrum Obsługi Inwestora i Eksportera Urzędu Marszałkowskiego, porozmawiać o zarysie misji gospodarczej do Silicon Valley w 2014 r.
  • Zaangażować się w rozwój rozwiązań IT w Stowarzyszeniu:
    • moderować stronę Top500
    • dopracowywać forum Topowiczów - wkrótce ujrzy światło dzienne
    • brać udział w pracach grupy IT w Stowarzyszeniu, w tym nawet spotkać się w Warszawie z MNiSW w tej sprawie oraz ustalać jakie rozwiązania wdrażamy dla Topowiczów (dyskusja bez końca... ;)).
  • ... prowadzę tego bloga.
  • Powołałem do życia grupę "topowicze" na Facebooku, ładnie się rozwija
  • Wziąć udział w prestiżowym seminarium eksperckim „R&D w uczelniach” w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, wkrótce biorę udział w kolejnym (chyba mnie polubili).

Nie udało się:

  • Nawiązać ściślejszej współpracy w Szczecinie z innymi uczestnikami programu.
  • Wykonać wspólnej prezentacji nt pobytu na Stanfordzie w grupie 40.3 (każdy miał zrobić po 1 module tematycznym).
  • Zaangażować się w inicjatywę Boomerang.
  • Innovation Hub - co prawda podałem to w rubryce "Co się udało", ale też nie funkcjonuje ta inicjatywa tak jakbym tego oczekiwał.
  • Spokojnie, rzetelnie porozmawiać z kolegami i koleżankami w Centrum Transferu Technologii o przyszłości.
  • Jak wyżej, tyle że z władzami uczelni.
  • Jak wyżej, ale z władzami regionu. 
  • Budować partnerskich relacji administracja - naukowcy u siebie na uczelni oraz poza. 
  • Zrealizować jakiegokolwiek "dużego" pomysłu:
    • otworzyć biblioteki i czytelni w regionie 24h/dobę
    • zmienić wnętrza uczelni (więcej stolików i ławek, pokoje kreatywne)
    • nawiązać współpracy z MRR w zakresie poprawy systemu oceny projektów unijnych w perspektywie 2014-2020.
    • rozpocząć dyskusji o kapitalnym pomyśle kolegi na szczecińskie Centrum Nauki (Kopernik)
    • opracować koncepcji shadow workingu między Topowiczami
    • ogarnąć tematu przygotowania Kalendarza AM na 2014 r. (design dla studentów)
    • powrócić do Spotkań regionalnych instytucji otoczenia biznesu, urzędów, uczelni itp. twórców
    • opracować Uczelnianego Pakietu Powitalnego jako wzoru do stosowania w kraju
    • rozwinąć pomysłu na mini-boomeranga w regionie "Między nauką i biznesem" 
    • i kilka innych...
  • Zebrać zgranej ekipy ludzi od zmian w regionie i kraju. Tak w ogóle, to "da się"? Proponowałem powołanie takiego interdyscyplinarnego zespołu w MNiSW, na razie odzewu brak.
  • Zrobić COŚ z systemem transferu technologii na uczelni.
  • Pociągnąć któryś z tematów omówionych podczas spotkania grupowego w Mountain View.
  • Przebić się w mediach regionalnych i rozpowszechniać wiedzę (nieść kaganek...).

Dlaczego nie wszystko się udaje:

  • Bo trzeba robić, nie gadać i pisać blogi.
  • Bo osoby, które mają chęci do zmian, nie rozumują tak samo - pisałem już o tym w moim manifeście. Brzmi dumnie...
    Więc co, Make your own kind of music, even if nobody else sings along? Dość polskie i chciałoby się rzecz - nieprawidłowe podejście. Kiedyś zrozumiemy, że wspólnie możemy osiągnąć więcej. Jak poczujemy na kilku przykładach, że to działa.
  • Bo wielokrotnie ma się wrażenie, że "ten pomysł nie zadziała w Polsce". I nie chodzi o "nie da się", ale o zwykły rozsądek.
  • Bo pomysł nawet jeśli "zadziała", to wynika z tony wylanego potu i stresu. Inaczej mówiąc, człowiek nie ma ochoty angażować swojego prywatnego (!) czasu w realizację danej inicjatywy. Bo i czasami pieniędzy z tego nie, pochwały też, a jeszcze można dostać po grzebiecie za "wychylanie się".
  • Żeby się udało, trzeba mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość. Czyli być decyzyjnym. Być szefem instytutu/CTT/dziekanem/prorektorem. Dotykamy w konsekwencji jednego z ogromnych problemów - zauważalnym jest, że takie osoby nie mają ochoty/nie chcą korzystać z takiej oferty jak program Top 500. Widzimy to też w przypadku innych podobnych inicjatyw. Więc jak oni mają wejść na wyższy poziom zarządzania? Przez praktykę nie wejdą, bo robią ją w sposób niewłaściwy!
  • O spojrzeniach i uśmieszkach "o czym on gada... fantazje jakieś / co on.. przecież to Polska nie Ameryka, tu się tak nie da!" nie ma co chyba wspominać? Naprawdę jestem pod wrażeniem tych osób, które nie zważając na tego typu dołki, prą dalej i robią swoje. Ja wolałbym pracować w zespole, który rozumie co się do niego mówi.
    Moja rada dla ludzi którzy są podobni do mnie: skupcie się na rzeczach podstawowych, zabawowych, które mogą w konsekwencji rozkręcić/wychować wam waszych przyszłych współpracowników. Dużo uśmiechu, nawet deprecjonowania tego co było w Dolinie, by pokazać, jakie to wszystko proste i "da się" razem coś zrobić. Warto moim zdaniem wytworzyć luźną atmosferę, która w konsekwencji zachęci ludzi do partycypowania. I... zagryźć zęby i język. Jeśli po powrocie z Programu słyszycie w około ten cały "bullshit" (ale poprawny w Polsce/ UE), proponuję nie komentować. Przyznaję, że takie podejście jest b. czasochłonne i nie daje gwarancji efektu (trzeba nad tym spędzić mnóstwo czasu). Jest też stresogenne, frustrujące i wpędza w stany depresyjne (nieprzespane noce w pakiecie). Ale pozwala zrobić chociaż coś małego.
  • Przy okazji - koledzy i koleżanki z różnych instytucji "równi tobie". Nagle gdy opowiada się o swoich doświadczeniach, wszyscy są wszechwiedzący, kiwają głowami że rozumieją. Wszyscy wiedzą co to jest burza mózgów, co do jest prototypowanie, co to jest podejście projektowe. No sami magicy i znawcy! Na początku chce się człowiekowi śmiać, potem już niezbyt. :)
  • Wychodząc na poziom centralny, wsparcie donatora jest na razie nikłe. Tak w kwestiach promocyjnych, jak organizacyjnych. Ale sprawy powoli idą w dobrym kierunku, dzięki działaniom Stowarzyszenia Top500 Innovators oraz samozaparciu paru osób. Ech... daleko do tej stolicy, daleko!
  • Bo część Topowiczów nie rozumie, że ktoś w nich zainwestował ogromne środki i ma wobec tego pewne oczekiwania (o tempora, o mores!). Tak, właśnie tak. To nie są wakacje, to nie jest nagroda za dotychczasowe osiągnięcia, tylko inwestycja w człowieka, która ma się zwrócić. Polsce.
    Przyznam, nie kręci mnie twierdzenie, że zmieniajmy poprzez pracę "od poziomu zakładu", bo nie dożyję tych zmian. Zresztą czasami dziwię się, że MNiSW nie wpisało do umowy pewnych twardych oczekiwań względem uczestników Programu. Cóż, jeśli będzie kolejna tego typu inicjatywa, raczej się już o tym nie zapomni. Odsieje się dzięki temu tych, którzy mają ochotę korzystać z naszych podatków by pracować nad sprawami mało znaczącymi. Być może nie powinni również korzystać z tego wsparcia ci, którzy wiedzą, że po powrocie będą mieli na tyle duże obłożenie, że i tak nie dadzą rady nic nowego wprowadzić lub z innych powodów wiedzą, że będzie to b. trudne.
    Kto wie... biorąc pod uwagę to co powyżej, ja również bym się na taki wyjazd nie łapał. Trudno, najważniejsze by środki publiczne trafiały tam, gdzie powinny, i do tych, którzy są godni je otrzymać. Lepiej wysłać 15 z sensem, niż 40 "a nuż coś...".
  • Bo zbyt wiele wymagam od innych, m.in. żeby po powrocie z USA natychmiast stawali się chętni do współpracy.
  • Bo sam sobie jestem winien, nie potrafię przekazywać wiedzy. 
  • Amerykanie by powiedzieli: dajcie spokój i zajmujcie się tym co dobre i dobrze rokuje, sprawy słabe zostawcie na boku. Nie wiem czy potrafię.
  • Czy warto robić samemu jeśli grupa jest niezainteresowana? Nieustannie się nie zgadzam - przykładem jest kilka inicjatyw które znamy, założenia są OK, ale szczegóły niedopracowane, bo przygotowywane w zbyt małym zespole. W konsekwencji fajnie, że "się kręci", ale bez omyłek na starcie kręciłoby się lepiej. Więc czy powinniśmy realizować inicjatywy dla inicjatyw? Czy powinny być od początku realizowane w grupie? A jeśli nie ma grupy - nierealizowane (czekałyby na lepszy czas)? Kto mądry odpowie?

Proszę nie traktować powyższego jako litanię czy wylewanie żali. Można powiedzieć, że głośno myślałem i tymi myślami się podzieliłem. Warto zastanawiać się na spokojnie, dlaczego ciągle jeszcze efekty wyjazdów są tak pojedyncze i czemu (tu taki żarcik) wszyscy się przytulają do design thinkingu (trochę inicjatyw tego typu się kręci) ;) Zamiast popracować trochę nad sprawami proceduralno-systemowymi.
No cóż, nie każdy je czuje. A szkoda, bo tracimy tylko sporo cennego czasu.

Zlot przed nami, program na bogatości, będzie świetnie: http://top500innovators.org/zlot-absolwentow.

Zlot się zbliża :) (zdjęcie ukradzione z usptc.org)

* Trwa do dziś :)

wtorek, 25 czerwca 2013

Dzień Kreatywości Nasza Akademia

Dziś o drugim Dniu Kreatywności, jakie zorganizowaliśmy na Akademii Morskiej w Szczecinie. Po paru perturbacjach czasowych oraz organizacyjnych, dzięki pomocy Biura Karier, Działu Nauczania oraz Promocji, udało nam się przeprowadzić Dzień w holu budynku głównego na Wałach Chrobrego. 
Studenci oraz pracownicy uczelni dostali możliwość twórczego „wyżycia się”. Tematem przewodnim była ponownie „Nasza Akademia”. Do dyspozycji były flipcharty, na których można było pisać i rysować oraz stanowisko do prototypowania.

Kto to potem posprząta...
Każdy mógł dać odpowiedź na następujące pytania:
  • Co ci się podoba?
  • Co cię wkurza?
  • Gdybym był/a Rektorem AM…
  • Co byś zmienił/a? Zaproponuj rozwiązanie.
  • Na uczelni Twoich marzeń…
oraz, nowość: W czym nie można Ciebie zastąpić?  

Celem akcji było sprawdzenie, czy w studentach drzemie potencjał do pracy twórczej oraz kreatywnego rozwiązywania problemów, z którymi stykają się na uczelni.

Tym razem studenci z Wałów Chrobrego podeszli do ćwiczenia znacznie bardziej na luzie, niż ich koledzy i koleżanki z WIET.
 
Co wkurza studentów oraz pracowników?
  • Na pewno konkretne osoby. Sporo było imion kolegów oraz koleżanek (także samorządu) oraz nazwisk nielubianych wykładowców. Jak to się mówi, ta dzisiejsza młodzież... ;) 
  • To, że studenci to imprezowe bestie, świadczyły takie wpisy jak: "Ciepła wódka!" oraz "Zajęcia w poniedziałki na rano". Ach to życie studenckie!
  • Trochę wpisów krążyło wokół sieci: "Internet!", "Sql", "Oglądanie filmików na youtube w
    Ustawianie flipchartów :)
    najgorszej jakości" - rzeczywiście, też tego nie lubię ;)
  • Powalało podejście filozoficzne: "Rzycie", "Komuniści", "...stałem się tolerancyjny", "Nie ma przydziału baniek mydlanych"
  • Oczywiście nie zabrakło haseł oscylujących wokół zajęć: "2-jki w indeksie", "nauczanie nawigacji z XX wieku"
  • Osobiście podobała mi się walka z systemem: "Biurokracja", "sprawozdania ze wszystkie i wszędzie!!!" :-)
  • Bardzo ciekawa była relacja z wykładowcami, którym zarzucono "Niesłowność" oraz "Złe przekazywanie informacji! Proszę nauczyć się łączności!" - cóż, zaufanie oraz współpraca budowane są wspólnie i powoli...
Mnie zastanowiło to, że studentów wkurza "noszenie munduru w lato". To odwrotnie niż kolegów z WIET. Zwrócono tez uwagę na za małą liczbę ławek. Jedyny student z zagranicy, który wypełnił flipchart, stwierdził, że "Have class in diner time 14:00 – 16:00".

 OK, a co się studentom podoba?
  • Pani Sylwia z Dziekanatu WN - mnogość głosów. Cóż, komu się Ona nie podoba...! :*
  • Oczywiście było jeszcze kilka wpisów z nazwiskami wykładowców
  • Raczej smutne były powtarzające się głosy: "NIC"/"Nic mi się nie podoba"..., całe szczęście przeplatane radosnymi "cyckami" (w tym po rosyjsku)
  • Pozostając we frywolnej tematyce, byli też "chłopcy z mechaniki"
  • Trochę nazw przedmiotów: elektronika, laborki z Astro, Farma (gra) ;)
  • To, że studenci są wyluzowani, widać było po wpisach: "Poziom absurdu, który tu występuje :D", "Pogoda", "Dni bez ciepłej wody"
  • Żeby żyć, trzeba jeść - więc podobają się "bułki za 4,50"
Prototyp i to pracownika AM :)
Było parę wpisów których nie rozumiem, więc nie przytoczę (jeszcze kogoś obrażę) ;-)

Przechodząc do pytań bardziej kreatywnych - co byś zmienił, zaproponuj rozwiązanie:
  • Student ma zawsze rację, więc "słuchałbym studentów". No więc właśnie to robimy.
  • Od młodych ludzi należy oczekiwać ekstremalnych rozwiązań, były więc: "Wszystko", "Uczelnię", "NIC", Wyrzuciłabym niektóre osoby z uczelni!" (mam nadzieję, że nie mnie).
  • Dostało się też dziekanatowi, może niesłusznie?
  • Zabawna była propozycja by "praktyki pełnomorskie odbywać na Zalewie Szczecińskim!" :)
  • Znowu pojawił się ten straszny mundur: "Dzień bez munduru co najmniej raz  tygodniu" 
  • Kolega odpowiadający za POKL powinien zareagować na "Stypendium nie dają, złodzieje..." 

Przechodząc do uczelni marzeń...
  • Cóż, nie ma paru przedmiotów... ;)
  • "Wszyscy zaliczają semetr, nawet z 2!", "Pst od 30%" - co za leniwe bestie...
  • Studenci chcieliby normalnych warunków pracy: "More sun!", "darmowy parking", gwarancja pracy w trakcie studiów", "darmowe jedzenie i kawa". Jest też "czas na leżakowanie". Nic tylko studiować.
  • Powtarzająca się prośba, by nie przesadzać z godzinami rozpoczęcia zajęć: "Wysypiałbym się"
  • Do zabawniejszych wpisów należało: "Co środa każdy student miałby obowiązek przynieść plan opanowania świata". No no... może najpierw statku?
  • Praktyczne spojrzenie: "Sale są numerowane w porządku matematycznym

    Marzenia marzeniami, ale gdyby tak być Rektorem, to co bym zrobił/a? 
    •  Jak szaleć, to szaleć... "Jacuzzi na Statku Nawigator!" - no, taki Rektor to miałby powodzenie :)
    • Żeby nie było tak radośnie...: "Trollowałbym studentów!" ;)
    • Studenci chcą pozostać tajemniczy: "Chodziłabym na zajęcia incognito"...
      Pierwsze prototypy
    • Przydałoby się więcej wolnego! Stąd i takie hasła, jak: "Skróciłbym rok akademicki do 10 czerwca", "Wprowadziłabym wolne środy"
    • Hojność wydaje się cennym atrybutem naszych młodych pobratymców: "3 dla wszystkich", "Dawałabym bezpłatne warunki", "Stypendium dla wszystkich", "Piwo dla każdego i papierosy też a wódka dla ziomków" ;-)
    • Z poważniejszych wpisów należy odnotować: "Kupiłabym wszystkim kredki na meteo", "Każdemu studentowi dałabym bańki mydlane".  
    Trzeba przyznać, że kreatywne odpowiedzi ;)

    Ostatnie pytanie dotyczyło zastępstwa, a dokładnie w czym Ciebie nie można zastąpić. 
    Można się domyślać, że odpowiedzi były bardzo zróżnicowane. ;)
    • "W jedzeniu i piciu"
    • "W ilości poprawek"
    • "W byciu legendarnym" (wow)
    • "W przekładaniu terminów"
    • "W knuciu i porażkach" (cóż za defetyzm)
    • "Robieniu tostów" (też jestem dobry)
    • "Gotowaniu"
    • "W rapie" (jakiś swojak)
    Odpowiedzi było więcej, ale też nie chciałbym przekroczyć poczucia dobrego smaku ;-)
    Wpisy wpisy ...

    Podsumowując, zauważalna była różnica w wypowiedziach studentów w Wałów Chrobrego (Nawigacja, część Mechanicznych) w stosunku do Inżynierii i Transportu, z korzyścią dla tych drugich. Być może było to efektem pozostawienia pustych tablic, nie wypełnionych kilkoma "poważniejszymi" wpisami, które nadałyby charakter całemu eventowi. Ta różnica daje nam do myślenia, jest to pewne wyzwanie.
    Musimy się też zastanowić nad formą propotypowania, bo nie wyszło zbyt okazale.

    Nawiązując jeszcze do wpisów, słabo było z marzeniami i praktycznymi pomysłami studentów. Wydawało nam się, że w studentach brakuje poczucia własnej wartości dla uczelni. To samo dotyczyło tożsamości uczelnianej, identyfikacji z Akademią, co chyba nie jest problemem tylko li studentów...
    Ciekawostką było odmienne zdanie dotyczące noszenia munduru. Ci co noszą nie chcą i na odwrót.
    Oczywiście przemyśleń i uwag było więcej, jeśli ktoś jest nimi zainteresowany niech da znać.

    Udział studentów :)
    Co teraz? Teraz mamy kilka propozycji. Po pierwsze spiszemy z dwóch Dni Kreatywności najważniejsze odpowiedzi i przekażemy władzom. Myślę, że dla nich może być to bardzo ożywcza lektura. Musimy też znaleźć aktywnych studentów, być może poprzez samorząd studencki - to pomoże nam organizować tego typu eventy w przyszłości.
    Mamy też pomysły na dwa konkretne Dni, z konkretnym przekazem i pytaniami. Ale zanim je zaprezentujemy, musimy je uzgodnić z Władzami uczelni.
    Trzymajcie zaciśnięte kciuki :)

    niedziela, 16 czerwca 2013

    I spotkanie szczecińskich Topowiczów

    Od pewnego czasu, a dokładnie od spotkania z profesorem Moncarzem w Międzyzdrojach, zdiagnozowaliśmy potrzebę spotykania się wewnętrznie w szczecińskim gronie. Kolejne edycje mijają, a liczba szczecińskich Topowiczów stale rośnie. Jest więc coraz większa szansa na wspólne ciekawe przedsięwzięcia na Pomorzu Zachodnim, których moglibyśmy się razem podjąć.
    Zgodnie jednak ze starym powiedzeniem o budowie takiego miasta do którego prowadziły wszystkie drogi, powoli i spokojnie - najpierw popatrzmy szczerze na swoje twarze, połóżmy ręce na stół i porozmawiajmy.

    Dzięki uprzejmości Patrycji oraz Wioletty (dziękujemy, niezła kawa), spotkaliśmy się w Centrum Bioimmobilizacji i Materiałów Opakowaniowych ZUT. W dyskusji uczestniczyli jeszcze Piotr, Paweł (ale to nie ci od tej sieci), Paulina, Przemek, Witek i ja.

    O czym rozmawialiśmy? Trochę o Zlocie Top500 Innovators w lipcu pod Warszawą. Dogrywane są ostatnie szczegóły tego wydarzenia. Jako jedna z osób przygotowujących zarysy Zlotu oraz prowadzący jeden z paneli dyskusyjnych (trafiła mi się jakaś miazga), ciekawy byłem opinii i uwag co do agendy eventu.

    Przemek został członkiem Rady Młodych Naukowców, stąd bardzo ciekawi byliśmy "z czym to się je", jakie cele stawia sobie ta grupa oraz jakie natężenie pracy ich czeka. Wychodzi na to, że zjazdy odbywać się będą w cyklu miesięcznym, a tematy będą opracowywane zgodnie z wolą Rady.

    Zatrzymaliśmy się też chwilę przy naborze uzupełniającym do Programu, który właśnie ma miejsce (deadline 23 czerwca 2013 r.). Razem z kolegą Pawłem udajemy się na Pomorski Uniwersytet Medyczny, by zachęcić tamtejszych naukowców do udziału w Programie. Paweł wraz z kolegami/koleżankami z ZUT zamierza także zrobić taką prezentację na swojej uczelni. Ja tym razem Akademię Morską odpuszczam, jesienią leci dwóch "moich" naukowców, w tym uczestnik spotkania w CBiMO Witek.

    Podsumowaliśmy też spotkanie z profesorem w Międzyzdrojach. Zastanawialiśmy się czy jego pomysły na Zachodniopomorskie mają szansę realizacji. Na ten moment widać, że musimy ten temat jeszcze przeżuć i przetrawić.

    Ustaliliśmy, że będziemy się w naszym gronie nawzajem wzmacniać wiedzą. Paweł i ja uczestniczymy w różnych spotkaniach i szkoleniach związanych z transferem technologii, będziemy pisali z tego sprawozdania i przesyłali do siebie oraz szczecińskich Topowiczów (kiedy na to znaleźć czas...?).

    Na koniec nie udało nam się ustalić kiedy znowu się widzimy :). Padła propozycja by termin był odgórnie ustawiony, np pierwszy czwartek miesiąca, ale konkluzji nie było (pytanie o to czy w godzinach pracy czy wieczorem na mieście...).

    Jak to mówią w Ameryce, stay tuned! ;)


    piątek, 24 maja 2013

    Spotkanie z profesorem w Międzyzdrojach

    Dziś będzie krótko, na temat i optymistycznie. Czuję się więc już na starcie strasznie, bo będę musiał tutaj pisać o miłych rzeczach.

    Jakoś tak się stało, że dowiedziałem się, iż profesor Moncarz będzie przebywał w "okolicach" Szczecina, a dokładnie na konferencji ZUT w Międzyzdrojach. Postanowiliśmy więc skorzystać z okazji i odwiedzić profesora, którego jako absolwenci programu Top500 już od jakiegoś czasu nie widzieliśmy (dla niewtajemniczonych, jest to współtwórca programu, a także ekspert w paru sprawach).

    Chcieliśmy wymienić opinie oraz posłuchać zdania na takie tematy jak aktualny rozwój programu Top500 (ma bardzo dobre zdanie o obecnej grupie topowiczów na Stanfordzie), jego przyszłości i możliwym rozwoju. O współpracy z uczelniami amerykańskimi. O wizycie profesora w Szczecinie, a także o studentach i ewentualnych projektach na ich wsparcie.

    Po przyjeździe późnym wieczorem do Międzyzdrojów, profesor zaprosił nas na kolację w ramach konferencji ZUT. Trzeba przyznać, impreza była bardzo specyficzna, szacowne grono belferskie opowiadające z mównicy sprośne dowcipy w takt muzyki biesiadnej. Pierwsze wrażenie mogło być "ale gdzie ja jestem?", ale jak wytłumaczył nam profesor, to specyfika i ludzi i tematyki (awarie, katastrofy), po całym dniu opowiadania o nieszczęściach warto się w swoim gronie "wyluzować". Jest pewna tradycja zachowań i fajnie, że wszyscy w nią się wtapiają. Po paru chwilach złapaliśmy klimat.

    Mogłoby się wydawać, że uczestnikami tej biesiady mogą być tylko pracownicy polskich uczelni, a tu zaskoczenie - poznaliśmy kilku naukowców z Ameryki (mama p. Radlińskiej uczyła mnie w LO chemii...), byli także przedstawiciele innych krajów, więc można było poćwiczyć angielski. Międzynarodowo, fajnie, luźno. Można.

    Jednym z punktów kulminacyjnych imprezy są występy uczestników (naprawdę, nie żartuję). A że pan profesor nie przepuściłby takiej okazji, na scenie zameldowali się nie tylko "profesorowie z Ameryky", ale także chórek Top500. Zdjęcie mówi wszystko na ten temat (nie widać licznej, 200 osobowej widowni). Daliśmy czadu, koledzy i koleżanki z Top500 mogą być z nas dumni ;)

    Nowe życie i Zespół Top500

    Oczywiście był też czas na poważne rozmowy. A tematy były niełatwe, związane z rozwojem rynku transferu technologii w kraju oraz działaniach lokalnych. Profesor Moncarz zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy topowicze odbierają założenia programu na tych samych falach. Tego nie zmienimy. Nie każdy chce i potrafi się zaangażować, proces rekrutacyjny do programu jest dość ubogi, ciężko w 15 minut ocenić czyjeś "zaplecze" i chęci do wprowadzania zmian w kraju / regionie / mieście po powrocie z USA. Kwestią dyskusyjną jest też, czy wszyscy powinni mieć takie... chęci. Nadal jednak można wiele zrobić tymi siłami, które posiadamy, a które przecież będą rosnąć (na razie jest nas Top200, a przecież będzie jeszcze 300 (tutaj wielki znak zapytania o jakość tych uczestników, nabory są coraz trudniejsze). Sporą rolę do odegrania ma Stowarzyszenie absolwentów programu (wg profesora może stać się modelem dla uczelni w Polsce), ale też musimy sobie zdawać sprawę z tego, że najwięcej korzyści mogą przynieść małe, interdyscyplinarne zespoły. Powinniśmy zajmować się poszczególnymi tematami właśnie w takich małych, konkretnych grupach 5-12 osobowych, które poprzez serię spotkań mogą pociągnąć dany temat i przygotować opracowanie/rozwiązanie/wdrożenie. To powinno nam zagwarantować czy Stowarzyszenie czy MNiSW, lub też powinniśmy to ogarnąć sami.
    Przypomina mi się, że na ten temat rozmawiałem z MNiSW, by zagwarantowali nam środki na przejazdy i noclegi w różnych miastach dla prac nad różnymi wyzwaniami w polskim transferze technologii, ale sprawa ucichła.

    Poruszyliśmy też przy okazji wątek rozwoju sfery IT naszego stowarzyszenia, szczególnie prezentacji poszczególnych absolwentów. Wg profesora, system ten mógłby wyglądać tak: http://www.exponent.com/professionals/, może rzeczywiście o tym pomyślimy? Muszę to omówić z naszą podgrupą IT w Stowarzyszeniu ;)

    Jeśli chodzi o rozwój Szczecina i regionu, profesor poddał nam pod rozwagę jedno rozwiązanie. Nie będę się tutaj nad tym rozpisywał, niespodzianka... ale trudna do realizacji, wymagająca sporego samozaparcia i czynnego uczestnictwa kadry naukowej. Przy okazji, musimy skontaktować się z kolegami z AGH, by podpatrzeć ich rozwiązania w kontekście jesiennego szkolenia z udziałem profesora, tak by powtórzyć to w Szczecinie!

    Ważnym tematem jest też utrzymywanie kontaktu z "Alma mater". W ramach stowarzyszenia powinniśmy powołać grupę osób odpowiedzialnych za kontakt ze Stanford University oraz University of Berkeley, CA. Nie możemy, wg profesora, zostawić tego przypadkowi czy incydentalnym kontaktom. To powinno być realizowane przez grupę osób, które w imieniu pozostałych członków grupy kontaktuja się z wykładowcami oraz ekspertami z USA. Temat ciekawy, do omówienia na Zlocie. Spodziewam się gorącej dyskusji, o ile będzie miała miejsce.
     

    Szabasowe Top500-spotkania przy świecach
    Na koniec pytanie za 100 punktów, skąd profesor Moncarz bierze siły na te wszystkie loty, spotkania, prace?

    środa, 15 maja 2013

    Seminarium eksperckie „R&D w uczelniach” w Pałacu Prezydenckim


    20 kwietnia 2013 r. miałem okazję uczestniczyć w specjalnie zorganizowanym spotkaniu eksperckim w Pałacu Prezydenckim (ach ten widok na Krakowskie Przedmieście), które dotyczyło współpracy uczelni i biznesu w warunkach trudnych, czyli polskich.
    Nie będę pisał, czy temat jest nośny, bo jest, ani ważny, bo jest. Dość powiedzieć, że zgromadzona ekipa była interesująca merytorycznie, wliczając Podsekretarza Stanu KPRP Macieja Klimczuka, Prezesa Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, dyrekcję Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, MNiSW oraz Narodowego Centrum Nauki, rektorów polskich uczelni publicznych, inwestorów, pracowników naukowych, przedstawicieli dużych przedsiębiorstw (m.in. Grupy Bumar) czy spin-offów.
    Sala w Pałacu Prezydenckim
    Od nazwisk i osobistości mogło się zakręcić w głowie, ale przecież topowicze nie z takimi tuzami się już spotykali, stąd razem z Iwoną, Krysią, Darkiem oraz Pawłem czuliśmy się jak najbardziej na miejscu. ;)

    Podczas seminarium zastanawiano się nad odpowiedzią na następujące pytania:
    1. Czy uczelnie w swoim obecnym kształcie organizacyjnym są w stanie aktywnie zdobywać i realizować projekty R&D dla biznesu, oraz umożliwiać komercjalizację R&D przez badaczy? 
    2. Jakie są bariery (ustawowe, statutowe, behawioralne, praktyka) rozwoju współpracy przedsiębiorców i badaczy w polskich uczelniach? 
    3. Czy obecny system finansowania projektów badawczych i uczelni stymuluje uczelnie do współpracy z przemysłem? 
    4. Jak wydajnie wykorzystać fundusze – krajowe i europejskie – na rzecz efektywnego R&D w latach 2014-2020?

    Pisanie sprawozdania ze spotkania nie jest najlepszym rozwiązaniem, można je znaleźć tutaj. Dość powiedzieć, że po oficjalnym otwarciu dyskusji rozpoczęły się krótkie, kilkuminutowe prezentacje zaproszonych ekspertów. Wypowiadał się i dyrektor NCBiR, i profesor Nowak z Uniwersytetu w Nebrasce (fajny prezentacja, przyda mi się w pracy nad moją o USA), pan Kozak z Instytutu Frauenhofera, p. Grajkowski z GIZA Ventures (ten od "uwłaszczenia naukowców"...) i dr Dziubiński z Medicalgoritmics S.A. Mówili interesująco, ciekawie, ale i tak jedyne brawa za swoje wystąpienie dostała niejaka dr Iwona Cymerman, czyli nasza koleżanka z Top 500, za swoją prezentację "Prawo zamówień publicznych wiąże nam ręce".
    W tym miejscu trzeba się na moment zatrzymać. Dzięki prezentacji Iwony, Pzp stało się jednym z wiodących tematów całego spotkania. Po pewnym czasie oraz dyskusji okazało się, że na sali siedzi... Prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Poczuł się wywołany do tablicy i zaczął bronić, trzeba przyznać w oryginalny sposób. Iwona wykazała, ze istnieje zależność między wysokością progów przetargowych, a innowacyjnością danego kraju. Na takie dictum Prezes UZP wypowiedział znamienne słowa: "Z tego wynika, że jak nie będzie żadnych progów, to w ogóle staniemy się liderem innowacji". Jak to ktoś z sali ładnie ujął: "To jakaś demagogia co pan mówi".
    Cóż... po spotkaniu była okazja do dyskusji w kuluarach, niestety pan Sadowy zniknął. Szkoda, bo Iwona słusznie prosiła o "dialog, nie monolog, jak dotychczas".  

    Dla tych co chcą zmian, proszę bardzo: http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=9645. Wystarczy podpisać. Jeśli ktoś zna lepszy sposób na walkę o normalność, proszę o sygnał.

    Poniżej kilka moich uwag, spostrzeżeń i innych takich...:
    Obiad po spotkaniu
    • Część rektorów uważa, że sytuacja w Polsce w zakresie rozwoju nauki i transferu technologii „nie jest taka zła”. Dużo inicjatyw obecnie jest w trakcie rozwoju, a plony przyjdą za kilka lat. Powoływane są kolejne spółki celowe, powstają pierwsze spin-offy.
    • Sporym problemem wg części obecnych jest to, że Państwo Polskie nie sprawuje mecenatu nad procesem komercjalizacji. Uczelnie czują się opuszczone i wystawione na ataki urzędów. Przyznam, że bardzo ciekawe spostrzeżenie. 
    • Wiele uwag poświęcono polskiemu prawu. Ustawa Prawo o Szkolnictwie Wyższym to tylko czubek góry lodowej. Zwracano uwagę, że uczelnie podlegają także pod takie przepisy jak te dotyczące finansów publicznych. I rzeczywiście jest tak, że często Kwestura się do nich odnosi, bo jest do tego zmuszona. Stąd zabrzmiała prośba o "uwolnienie polskich uczelni z kleszczy prawa". Osobiście dla mnie dobitnie zabrzmiały słowa jednego z uczestników: "W Polsce prawo tworzy się pod oszustów, nie dla ludzi uczciwych. Musimy to w końcu zmienić".
    • Zastanawiano się, czy w ogóle w Polsce mogą powstawać "research universities" jak w USA?
    • Wracał też temat łączenia infrastruktur badawczych w większe jednostki. Coś jest na rzeczy... dając kasę każdemu, robiąc programy typu "Rozwój Polski Wschodniej" - stosujemy rozdawnictwo (pardon, politykę spójności), zamiast starać się inwestować w kilka obszarów w głównych ośrodkach akademickich. Temat rzeka, trudny do opisania w kilku zdaniach. Jak w tego typu rozwiązaniach nie zapomnieć o małych, specyficznych uczelniach? Czy publiczny Caltech dałby tutaj radę?
    • Bardzo ciekawe były uwagi o ryzyku (porażce?) - że w Polsce nadszedł czas na większe ryzyko, bo tempo w jakim się rozwijamy nikogo nie satysfakcjonuje. Ciekawe co na to Komisja Europejska. I Prezes UZP.
    • Interesująco zabrzmiało zdanie przedstawiciela parku technologicznego, który przekazał informację statystyczną z Wlk. Brytanii: odsetek firm innowacyjnych w takich parkach to tylko 30%. I to jest ponoć dobry wynik i tak powinno być. Hm... więc przesadzamy z krytyką? 
    • Nie mogło się odbyć bez dyskusji o tzw. uwłaszczeniu naukowców. Była gorąca, przeniosła się do kuluarów. Odbyłem tam ostrą polemikę z dyrektorem NCBiR i Grupy Bumar. Swoje zresztą na ten temat już powiedziałem. Ale też zdruzgotał mnie dyrektor NCBiR, kiedy popukałem się w czoło mówiąc o uczciwych, chętnych do pomocy naukowcom inwestorach (już ich czeka cała rzesza), a ten mi pokazuje palcem, że "o tu, tu jeden stoi"... Mam po raz kolejny wrażenie, że stolica zmienia światopogląd ludzi, chyba nie czuje się tego, co się dzieje w ościennych regionach.
    • Polska innowacjo, odmaszerować! ;)
    • Dość mocno, ale prawdziwie, zabrzmiało twierdzenie, że wszystkim... rektorom, CTT, inwestorom, naukowcom, parkom technologicznym... brak umiejętności, praktyki, wiedzy i obycia.
    Spotkania tego typu mają odbywać się cyklicznie w Warszawie. W moim odczuciu są bardzo istotne, chociażby ze względu na fakt dostępu do sporej maści ludzi, którzy rzeczywiście tworzą programy wsparcia w instytucjach takich jak FNP, NCBiR, MNiSW. 

    Gdyby ktoś chciał zobaczyć prezentacje, są tutaj.