niedziela, 7 lipca 2013

Raport o transferze technologii w Europie

A dzisiaj z innej beczki. Jakiś czas temu kolega z branży przesłał mi bardzo ciekawy materiał dotyczący tego, jak wygląda transfer technologii w Europie.
Opracowanie jest bardzo świeże, bo z kwietnia 2013 r. Zostało wykonane na zlecenie Komisji Europejskiej przez Empirica GmbH, Fachhochschule Nordwestschweiz oraz UNU-MERIT.

"Respondent Report of the Knowledge Transfer Study, 2011
European Knowledge Transfer Indicators Survey
Code of Practice Implementation Survey
Interviews with Firms Active in Four R&D Intensive Sectors
April 2013"

Raport prezentuje rezultaty trzech rodzajów badań: przegląd działań związanych z transferem technologii 498 europejskich publicznych jednostkach naukowych (uczelniach oraz instytutach, w tym8 polskich), przegląd praktyk, polityk, procesów 322 organizacji badawczych na polu IPR, wywiady z ponad 100 uniwersytetami oraz organizacjami ("Public Research Organisations") w celu ustalenia jakie są kluczowe czynniki sukcesu na polu transferu technologii.

Dość długo przymierzałem się do przetłumaczenia rezultatów raportu, ale w końcu doszedłem do wniosku, że będę podawał ciekawostki/wyniki w języku angielskim, a komentarz będzie ewentualnie polski (do tego w moim stylu, czyli frywolny). Szybciej pójdzie, a warto się tym podzielić, bo wyniki raportu mogą bardzo zaskakiwać oraz wprowadzać w zadumę.

Raport został przygotowany rzetelnie, profesjonalnie, stąd należy w mojej ocenie jego wyniki traktować poważnie (są reprezentatywne).

Najciekawsze wątki:
  • License income is highly concentrated, with the top 10% of universities and research institutes earning approximately 85% of all license income. The vast majority, 88.8%, of €346 million in reported license income is also from biomedical inventions.
Od razu na starcie "petarda". Statystyki raczej podobne do amerykańskich - najlepsze 10% uczelni zdobywa 85% dochodów ze sprzedaży licencji. Ale z czego - otóż prawie 90% tego dochodu jest generowanego z wynalazków biomedycznych!
Skoro już to wiemy (mamy potwierdzone), to może ministerstwa i agendy powinny naciskać władze tych instytutów i uczelni które robią w bio-biznesie, by nastawiły się na transfer swoich technologii? To się co prawda już dzieje, ale może warto docisnąć temat, skoro to jest kluczowy obszar dla Europy?

  • Almost two-thirds of universities and research institutes report that their licensed technology resulted in at least one commercially successful product or process in the previous three years.
Cóż tu komentować. W ciągu ostatnich 3 lat prawie 2/3 jednostek naukowych wpuściło jakiś temat na rynek.

  • Universities obtain more invention disclosures, start ups, license agreements and research agreement per 1,000 staff than research institutes, but the latter outperform universities for patent applications, patent grants, and license income.
Uczelnie są lepsze w wynalazkach, start-upach, umowach licencyjnych oraz naukowych (na 1000 zatrudnionych), ale instytuty zwyciężają w statystykach dot. zgłoszeń patentowych, przyznanych patentów oraz dochodów z licencji.

  • In 2010, European universities and research organisations outperformed their American colleagues for the amount of research expenditures required to produce one patent grant, start up and license agreement, but American universities and research organisations are better at producing invention disclosures, patent applications and license income. On average, license income in Europe equals 1.5% of the research expenditures by universities and research institutes, whereas in the United States license income equals 4% of research expenditures.
To jest ciekawe, pokazuje po raz kolejny że model kosztowy transferu technologii nie ma racji bytu. Komercjalizacja to coś więcej niż licencje, start-upy itd. Tak czy owak europejskie jednostki naukowe na pewnych polach są lepsze niż amerykańskie, ale jednak dochód z sprzedaży licencji stanowi większą część wydatków na naukę w USA niż u nas.

  • The number of knowledge transfer office staff has a substantial, positive effect on knowledge transfer outputs, including license income, after controlling for the size of the public research organisation, the policy for intellectual property ownership, and other factors. This provides a strong argument for supporting well-funded knowledge transfer offices.
Ha! Niech mi teraz ktoś powie, że CTT są niepotrzebne. Otóż jest prosta zależność liczby osób pracujących w Centrach, a np. dochodów z licencji.

  • The most common incentive for research staff is a share of future license revenues, with the inventor receiving, on average, 40% of the income. Only monetary incentives are effective in raising the transfer performance of an institution. Other incentives such as social rewards or additional funding for research are unrelated to transfer performance and reported by less than half of the knowledge transfer offices.
To jest ciekawe... Najczęstszym bodźcem dla naukowców do wejścia w komercjalizację są przyszłe przychody ze sprzedaży licencji. To nie jest zaskoczenie, ale dość interesujące jest to, że dostają tej kasy ok. 40%. To by się nawet zgadzało z danymi z Polski. U nas na Akademii jest to 50%, Rektor nie jest sknerą.
Inne zachęty (niefinansowe) są bezsensowne. Nie funkcjonują za dobrze.

  • The top three out of 10 objectives for knowledge transfer offices are to generate possibilities for research collaboration, and promote the diffusion of science and technology and to generate revenues for their institution.
No właśnie, po co działają te Centra Transferu? Z trzech powyższych powodów. Przychody są na ostatnim miejscu.

  • Most knowledge transfer services are predominantly provided internally, i.e. by the KTO or other offices of the PRO. The drafting of patent applications is the exception to the rule, as this is usually sourced externally from service providers on a contract basis. However, we find that institutions which (also) draft patents internally do not only have significantly higher patent applications, but also higher licence revenues. The ability to draft a patent application requires considerable technical and legal understanding, the existence of which is obviously also conducive to commercialization.
A to też ciekawe. Większość tematyki związanej z komercjalizacją jest załatwiana na poziomie jednostki naukowej. Poza patentowaniem, które jest często zlecane do obróbki na zewnątrz. Ale... raport pokazuje, że ci, którzy zgłaszają patenty sami mają  nie dość że więcej zgłoszeń, ale także większe dochody z licencji. Dlaczego? Cóż, jeśli są na tyle silni, że sam mogą zając się tym tematem (np. własny rzecznik), to... są silni.

  • Print and electronic channels and in particular the World Wide Web are the most commonly used and the most effective channels for communicating information on research, IP and knowledge transfer opportunities to the private sector.
To chyba nie zaskakuje...

  • Most of the 498 Knowledge Transfer Offices (KTOs) represent universities, were established after 2000, and have less than 10 office staff employees. 
    • 83.7% of the KTOs represent universities (of which 10% have a hospital) and 16.3% represent research institutes. 
    • 17.2% of KTOs were established before 1990, 22.1% between 1990 and 1999, and 60.7% after 2000. 
    • 22.1% of the KTOs representing universities have two or fewer staff, while 30.1% have 10 or more staff, mostly UK KTOs. Figure 2 gives the size distribution of KTOs. The average date of establishment is 1991 for KTOs representing universities and 1993 for KTOs representing research institutes. 
    • 75.2% of KTOs have at least one staff member with a university qualification in engineering or natural sciences and 58.1% of KTOs have at least one staff member with a university qualification in management or business studies. 
    • 82.2% of KTOs use external experts in legal matters. Other frequently asked external expertise is to evaluate the commercial potential of invention disclosures (58.5%) and preparing contracts (39.2%).
Trochę statystyk o Centrach Transferu Technologii (nazywanych w UE od dłuższego czasu KTOs). Tak jak w Polsce, znacząca większość CTT/KTOs jest ustanowionych na uczelniach. Aż 60% z nich otwarto po 2000 r. (to mnie zaskoczyło, pokazuje że w całej Europie droga jest jeszcze długa, co znaczy, że my się naprawdę nie musimy wychylać z cudownymi lekarstwami na poziomie centralnym). 3/4 CTT zatrudnia przynajmniej jednego inżyniera, a ponad połowa przynajmniej jedną osobę po zarządzaniu/studiach biznesowych. 82,2% CTT korzysta z usług prawnych poza murami alma mater.

  • Data on research personnel are available for 476 public research organisations. The total number of reported research personnel is 848,121 full-time equivalents (FTE), of which 728,109 work at universities and 120,011 work at research institutes. Table 1 shows the distribution of research personnel. Average research personnel at universities in 2011 was 1,807 FTE and 1,644 FTE at other research organisations.
Dane o personelu naukowym, FTE to pełen etat. Średni na uniwerku zatrudnia się 1807 naukowców (oraz dydaktyków- tutaj mamy pewne różnice, ale jeśli chodzi o Polskę, to pewnie chodzi o dydaktyczno-naukowych oraz naukowych).

  • A small percentage of universities and research institutes account for a large share of each outcome. This is partly due to a significant share of organisations reporting zero outcomes. The least common output is USPTO patent grants, with 59.8% of universities and 44.1% of research institutes reporting no USPTO patents. The second least common output is start-ups, whith none reported by 39.8% of universities and 33.8% of research institutes.
No cóż... kiepskie statystyki jeśli chodzi o patentowanie w USA. Słabo też ze start-upami (tutaj zakładam, że chodzi o spin-offy i outy). Sporo uczelni zupełnie nie robi w tych tematach.

  • Total reported license income amounted to €411 million. Approximately €251 million (61.0%) was earned by universities and approximately €160 million (39.0%) by research institutes. Average license income was €870,320 at universities and €2,761,741 at research institutes. As shown in Table 5, the distribution of license income is highly skewed. For all universities, 30.6% reported zero license income and 64% in total reported less than €100,000 license income. Other research organisations perform better. They gain more license income on average (€2,761,741) compared to universities (€870,320).
Dochody z licencji są całkiem pokaźne. 61% zapewniły uczelnie. Ale popatrzymy jaka jest różnica średniego dochodu z licencji pomiędzy uczelniami a instytutami (szok). Nadal widać oczywiście ogromne dysproporcje, prawie 1/3 uczelni nie osiągnęła dochodów z licencji, a 64% "ogarnęło" mniej niż 100 000 EUR. Lepsze tutaj znowu są instytuty.


Jak widać, statystyki z raportu są bardzo ciekawe. Jest ich o wiele więcej, zachęcam do zapoznania się, linka podałem w tekście na samej górze.
To na co chciałbym jeszcze zwrócić uwagę to m.in. czynniki które wpływają na bardziej efektywny oraz wydajny transfer wiedzy na uczelniach oraz innych publicznych organizacjach badawczych:
  1. Relationship between KTOs funding and staff is crucial. KTOs funding was repeatedly mentioned in the interviews as a barrier to more transfer success.
  2. Formal collaboration between Public Research Organizations in the area of IP/KTT is still in an early stage of development.
  3. Having a written and published licensing policy has advantages as well as disadvantages.
  4. Using model contracts, collecting experiences and developing trust can speed-up contract negotiations. The frequent complaint from the company interviews in 2011 that contract negotiations with PROs have become longer and more complex over the years was followed up in the PRO interviews.
  5. KTOs role in transfers not based on IP/patents is a difficult one. In an institutional IP ownership regime KTOs are the guardians of this IP. However, their role in other transfer channels is limited.
Czyli mamy za słabe finansowanie Centrów. Oczywiście muszę się z tym zgodzić. Jak patrzę jakie możliwości rozwoju mają koledzy i koleżanki dydaktycy/naukowcy i ich instytuty, jakie programy się dla nich tworzy, a jakie dla nas (Kreator? Spin-tech? Top 500?), to jest to przeogromna różnica. Mam też pewność, że jako CTT posiadamy większe możliwości absorbcji tych środków oraz zrobienia z nich czegoś dobrego dla społeczeństwa (wymiernie).
Cała Europa się uczy transferu technologii. To sygnał dla władz na szczeblu regionalnym oraz centralnym - nie kombinujcie, nie wymyślajcie złotych środków, potrzeba jest nam wszystkim czasu (w mojej ocenie jeszcze ok. 10 lat).
Czasami nie warto mieć gotowych opublikowanych rozwiązań w zakresie procedur dot. sprzedaży licencji. Życie jest widocznie bogatsze.
Posiadanie opracowanych wzorów umów itp. dokumentów ma swoje plusy - przyspiesza proces sprzedaży licencji.
Zakres działania Centrów Transferu ma swoje ograniczenia. Są tematy w które nie wejdą, a wręcz nie powinny (merytoryka naukowa).

No dobra, to co zrobić by było lepiej i żyło się godnie? Poniżej wycinam z raportu parę mądrych zdań, już bez komentarza (bo co tu komentować?) - są to Rekomendacje dla Komisji Europejskiej.
PRINCIPLES FOR AN INTERNAL INTELLECTUAL PROPERTY POLICY
  • Develop an IP policy as part of the long-term strategy and mission of the public research organisation, and publicise it internally and externally, while establishing a single responsible contact point.
  • That policy should provide clear rules for staff and students regarding in particular the disclosure of new ideas with potential commercial interest, the ownership of research results, record keeping, the management of conflicts of interest and engagement with third parties.
  • Promote the identification, exploitation and, where appropriate, protection of intellectual property, in line with the strategy and mission of the public research organisation and with a view to maximising socio-economic benefits.
  • Provide appropriate incentives to ensure that all relevant staff play an active role in the implementation of the IP policy.
  • Consider the creation of coherent portfolios of intellectual property by the public research organisation – e.g. in specific technological areas – and, where appropriate, the setting-up of patent/IP pools including intellectual property of other public research organisations
  • Raise awareness and basic skills regarding intellectual property and knowledge transfer through training actions for students as well as research staff, and ensure that the staff responsible for the management of IP/KT have the required skills and receive adequate training.
  • Develop and publicise a publication/dissemination policy promoting the broad dissemination of research and development results, while accepting possible delay where the protection of intellectual property is envisaged, although this should be kept to a minimum.

PRINCIPLES FOR A KNOWLEDGE TRANSFER POLICY
  • In order to promote the use of publicly-funded research results and maximise their socio-economic impact, consider all types of possible exploitation mechanisms (such as licensing or spin-off creation) and all possible exploitation partners (such as spin-offs or existing companies, other public research organisations, investors, or innovation support services or agencies), and select the most appropriate ones.
  • While proactive IP/KT policy may generate additional revenues for the public research organisation, this should not be considered the prime objective.
  • Ensure that the public research organisation has access to or possesses professional knowledge transfer services including legal, financial, commercial as well as intellectual property protection and enforcement advisors, in addition to staff with technical background.
  • Develop and publicise a licensing policy, in order to harmonise practices within the public research organisation and ensure fairness in all deals.
  • Develop and publicise a policy for the creation of spin-offs, allowing and encouraging the public research organisation's staff to engage in the creation of spinoffs where appropriate, and clarifying long-term relations between spin-offs and the public research organisation.
  • Establish clear principles regarding the sharing of financial returns from knowledge transfer revenues between the public research organisation, the department and the inventors.
  • Monitor intellectual property protection and knowledge transfer activities and related achievements, and publicise these regularly.

PRINCIPLES REGARDING COLLABORATIVE AND CONTRACT RESEARCH
  • The rules governing collaborative and contract research activities should be compatible with the mission of each party.
  • IP-related issues should be clarified at management level and as early as possible in the research project, ideally before it starts.
  • In a collaborative research project, ownership of the foreground should stay with the party that has generated it, but can be allocated to the different parties on the basis of a contractual agreement concluded in advance, adequately reflecting the parties‘ respective interests, tasks and financial or other contributions to the project.
  • Access rights should be clarified by the parties as early as possible in the research project, ideally before it starts. 

Amerykański transfer technologii, więc nie ma czego się wstydzić ;)

czwartek, 4 lipca 2013

Tu nie będzie rewolucji?

Trochę pod wpływem emocji, a także zadumy (to się chyba nazywa refleksja), pomyślałem, że dobrze byłoby zrobić sobie taki mały rachunek sumienia. Coś jak podsumowanie. Z Doliny Krzemowej w ramach programu Top500 Innovators wróciłem w połowie grudnia 2012 r., biorąc pod uwagę pierwsze ciężkie tygodnie w Polsce po powrocie ("byłeś nieznośny!"*), daje to i tak pół roku możliwości.
Możliwości wprowadzania zmian u siebie w centrum/zakładzie/instytucie, uczelni, mieście, regionie, kraju. Bo takie jest zadanie stojące przed każdym Topowiczem, chociaż zdania na ten temat są podzielone ;). A moja opinia... cóż, zawsze mi się wydawało, że warto myśleć perspektywicznie: "jak sobie poukładasz, tak się wyśpisz", czyż nie? Możesz oczywiście czekać na cud, zwalać odpowiedzialność na innych - aż "Oni" wprowadzą zmiany, reformy, procedury, czytelne przepisy, itd., ale prawda jest taka, że gdy poznajesz osobiście tych "Onych", okazuje się, że nadziei na to wielkiej nie ma i trzeba samemu się brać do roboty. Myślenie w kategoriach "to nie ja jestem za to odpowiedzialny/ nie mam tego w obowiązkach / nie za to mi płacą" jest w mojej ocenie krótkowzroczne i powoduje jedynie rozwój wrzodów lub innych podobnych uciech. 

To podsumowanie jest też wynikiem iluś rozmów jakie przeprowadziłem lub którym się przysłuchiwałem. Rozmów często intensywnych ("No to co, wróciłeś, parę miesięcy minęło, do zrobiłeś?"). W których popełniałem błędy licząc, że ludzie nagle zrozumieją, że ich praca w danej jednostce uczelnianej jest w praktyce mało warta i trzeba sięgnąć po coś więcej. Że z zapałem zabiorą się za zmiany, bo kto lubi pracować "bez sensu"? Takie to miałem chłopięce podejście... ale tak działa Ameryka. I nie wymyśliłem sobie tego, ale sporo osób właśnie tak czuło się krótko po powrocie (Prof. Andrew M. Isaacs na zakończenie pobytu grupy 40.4 powiedział: "Jak nie teraz, to kiedy? Jak nie my, to kto?".)

Spójrzmy więc co też się działo, co się udało, a co nie udało. I dlaczego. 

Udało się:

  • Poznać fantastycznych naukowców, ekspertów, VC, aniołów biznesu, przedsiębiorców z Doliny Krzemowej oraz z Polski. Z częścią nawet utrzymać kontakt.
  • Złapać oddech, dystans i naładować akumulatory.
  • Przeprowadzić podstawowe szkolenie dla najbliższych współpracowników. 
  • Powołać do życia Stowarzyszenie Top500 Innovators, wcześniej opracować statut (brałem dość intensywnie udział w pracach) organizacji, przeprowadzić konsultacje, wizytować Łódź oraz Warszawę na zebraniu założycielskim, itp. 
  • Stać się członkiem grupy doradczej Zarządu Stowarzyszenia. Co tydzień skype, czasami 2-3 h.
  • Wciągnąć się w realizację programu US-Poland Innovation Hub, polegający na przygotowywaniu firm do podboju rynków globalnych:
    • poprowadzić szkolenie z networkingu w Łodzi dla kilku firm
  • Współorganizować Zlot Top 500 w Warszawie w lipcu 2013 r.:
    • mam tam nawet prowadzić jeden z paneli dyskusyjnych z takimi tuzami jak Prezes UP RP
  • Zorganizować dwa Dni Kreatywności na Akademii Morskiej w Szczecinie (tygodnie przygotowań). 
  • Odbyć 5-tygodniowy kurs online: Crash Course on Creativity Tiny Seeling w zespole z Topowiczami.
  • Wziąć udział w konferencji "Managing Innovation" w Warszawie.
  • Zorganizować spotkanie z prof. Moncarzem w Międzyzdrojach i przedyskutować "co dalej" z regionem i nami.
  • Uruchomić nowy mailing o transferze technologii, wysyłka cykliczna co kilka dni zestawu dziwnych informacji. Zapisy tutaj.
  • Zorganizować pierwsze spotkanie szczecińskich Topowiczów :)
  • Brać merytoryczny udział w pracach nad wdrożeniem nowej inicjatywy NCBR pn. SIMS (niestety, Akademia się na to nie łapie).
  • Wesprzeć inicjatywę "Pzp wiąże nam ręce" - moje CTT ma piękną fotkę na portalu
  • Mocno zaangażować się w pomoc w naborach do kolejnych edycji Top 500:
    • Razem z kolegą oraz osobiście przeprowadzić szkolenia na Uniwersytecie Szczecińskim
    • Razem z koleżanką przeprowadzić szkolenie na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym
    • Stać się członkiem Komisji Oceniającej podczas naboru wiosennego (świetne doświadczenie)
    • ... ogólnie doradzać MNiSW w tym zakresie 
  • Wziąć udział w Śniadaniu biznesowym w Technoparku Pomerania - przedstawić firmom doświadczenia z pobytu w Dolinie Krzemowej (w tym o Innovation Hub)
  • Spotkać się z Centrum Obsługi Inwestora i Eksportera Urzędu Marszałkowskiego, porozmawiać o zarysie misji gospodarczej do Silicon Valley w 2014 r.
  • Zaangażować się w rozwój rozwiązań IT w Stowarzyszeniu:
    • moderować stronę Top500
    • dopracowywać forum Topowiczów - wkrótce ujrzy światło dzienne
    • brać udział w pracach grupy IT w Stowarzyszeniu, w tym nawet spotkać się w Warszawie z MNiSW w tej sprawie oraz ustalać jakie rozwiązania wdrażamy dla Topowiczów (dyskusja bez końca... ;)).
  • ... prowadzę tego bloga.
  • Powołałem do życia grupę "topowicze" na Facebooku, ładnie się rozwija
  • Wziąć udział w prestiżowym seminarium eksperckim „R&D w uczelniach” w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, wkrótce biorę udział w kolejnym (chyba mnie polubili).

Nie udało się:

  • Nawiązać ściślejszej współpracy w Szczecinie z innymi uczestnikami programu.
  • Wykonać wspólnej prezentacji nt pobytu na Stanfordzie w grupie 40.3 (każdy miał zrobić po 1 module tematycznym).
  • Zaangażować się w inicjatywę Boomerang.
  • Innovation Hub - co prawda podałem to w rubryce "Co się udało", ale też nie funkcjonuje ta inicjatywa tak jakbym tego oczekiwał.
  • Spokojnie, rzetelnie porozmawiać z kolegami i koleżankami w Centrum Transferu Technologii o przyszłości.
  • Jak wyżej, tyle że z władzami uczelni.
  • Jak wyżej, ale z władzami regionu. 
  • Budować partnerskich relacji administracja - naukowcy u siebie na uczelni oraz poza. 
  • Zrealizować jakiegokolwiek "dużego" pomysłu:
    • otworzyć biblioteki i czytelni w regionie 24h/dobę
    • zmienić wnętrza uczelni (więcej stolików i ławek, pokoje kreatywne)
    • nawiązać współpracy z MRR w zakresie poprawy systemu oceny projektów unijnych w perspektywie 2014-2020.
    • rozpocząć dyskusji o kapitalnym pomyśle kolegi na szczecińskie Centrum Nauki (Kopernik)
    • opracować koncepcji shadow workingu między Topowiczami
    • ogarnąć tematu przygotowania Kalendarza AM na 2014 r. (design dla studentów)
    • powrócić do Spotkań regionalnych instytucji otoczenia biznesu, urzędów, uczelni itp. twórców
    • opracować Uczelnianego Pakietu Powitalnego jako wzoru do stosowania w kraju
    • rozwinąć pomysłu na mini-boomeranga w regionie "Między nauką i biznesem" 
    • i kilka innych...
  • Zebrać zgranej ekipy ludzi od zmian w regionie i kraju. Tak w ogóle, to "da się"? Proponowałem powołanie takiego interdyscyplinarnego zespołu w MNiSW, na razie odzewu brak.
  • Zrobić COŚ z systemem transferu technologii na uczelni.
  • Pociągnąć któryś z tematów omówionych podczas spotkania grupowego w Mountain View.
  • Przebić się w mediach regionalnych i rozpowszechniać wiedzę (nieść kaganek...).

Dlaczego nie wszystko się udaje:

  • Bo trzeba robić, nie gadać i pisać blogi.
  • Bo osoby, które mają chęci do zmian, nie rozumują tak samo - pisałem już o tym w moim manifeście. Brzmi dumnie...
    Więc co, Make your own kind of music, even if nobody else sings along? Dość polskie i chciałoby się rzecz - nieprawidłowe podejście. Kiedyś zrozumiemy, że wspólnie możemy osiągnąć więcej. Jak poczujemy na kilku przykładach, że to działa.
  • Bo wielokrotnie ma się wrażenie, że "ten pomysł nie zadziała w Polsce". I nie chodzi o "nie da się", ale o zwykły rozsądek.
  • Bo pomysł nawet jeśli "zadziała", to wynika z tony wylanego potu i stresu. Inaczej mówiąc, człowiek nie ma ochoty angażować swojego prywatnego (!) czasu w realizację danej inicjatywy. Bo i czasami pieniędzy z tego nie, pochwały też, a jeszcze można dostać po grzebiecie za "wychylanie się".
  • Żeby się udało, trzeba mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość. Czyli być decyzyjnym. Być szefem instytutu/CTT/dziekanem/prorektorem. Dotykamy w konsekwencji jednego z ogromnych problemów - zauważalnym jest, że takie osoby nie mają ochoty/nie chcą korzystać z takiej oferty jak program Top 500. Widzimy to też w przypadku innych podobnych inicjatyw. Więc jak oni mają wejść na wyższy poziom zarządzania? Przez praktykę nie wejdą, bo robią ją w sposób niewłaściwy!
  • O spojrzeniach i uśmieszkach "o czym on gada... fantazje jakieś / co on.. przecież to Polska nie Ameryka, tu się tak nie da!" nie ma co chyba wspominać? Naprawdę jestem pod wrażeniem tych osób, które nie zważając na tego typu dołki, prą dalej i robią swoje. Ja wolałbym pracować w zespole, który rozumie co się do niego mówi.
    Moja rada dla ludzi którzy są podobni do mnie: skupcie się na rzeczach podstawowych, zabawowych, które mogą w konsekwencji rozkręcić/wychować wam waszych przyszłych współpracowników. Dużo uśmiechu, nawet deprecjonowania tego co było w Dolinie, by pokazać, jakie to wszystko proste i "da się" razem coś zrobić. Warto moim zdaniem wytworzyć luźną atmosferę, która w konsekwencji zachęci ludzi do partycypowania. I... zagryźć zęby i język. Jeśli po powrocie z Programu słyszycie w około ten cały "bullshit" (ale poprawny w Polsce/ UE), proponuję nie komentować. Przyznaję, że takie podejście jest b. czasochłonne i nie daje gwarancji efektu (trzeba nad tym spędzić mnóstwo czasu). Jest też stresogenne, frustrujące i wpędza w stany depresyjne (nieprzespane noce w pakiecie). Ale pozwala zrobić chociaż coś małego.
  • Przy okazji - koledzy i koleżanki z różnych instytucji "równi tobie". Nagle gdy opowiada się o swoich doświadczeniach, wszyscy są wszechwiedzący, kiwają głowami że rozumieją. Wszyscy wiedzą co to jest burza mózgów, co do jest prototypowanie, co to jest podejście projektowe. No sami magicy i znawcy! Na początku chce się człowiekowi śmiać, potem już niezbyt. :)
  • Wychodząc na poziom centralny, wsparcie donatora jest na razie nikłe. Tak w kwestiach promocyjnych, jak organizacyjnych. Ale sprawy powoli idą w dobrym kierunku, dzięki działaniom Stowarzyszenia Top500 Innovators oraz samozaparciu paru osób. Ech... daleko do tej stolicy, daleko!
  • Bo część Topowiczów nie rozumie, że ktoś w nich zainwestował ogromne środki i ma wobec tego pewne oczekiwania (o tempora, o mores!). Tak, właśnie tak. To nie są wakacje, to nie jest nagroda za dotychczasowe osiągnięcia, tylko inwestycja w człowieka, która ma się zwrócić. Polsce.
    Przyznam, nie kręci mnie twierdzenie, że zmieniajmy poprzez pracę "od poziomu zakładu", bo nie dożyję tych zmian. Zresztą czasami dziwię się, że MNiSW nie wpisało do umowy pewnych twardych oczekiwań względem uczestników Programu. Cóż, jeśli będzie kolejna tego typu inicjatywa, raczej się już o tym nie zapomni. Odsieje się dzięki temu tych, którzy mają ochotę korzystać z naszych podatków by pracować nad sprawami mało znaczącymi. Być może nie powinni również korzystać z tego wsparcia ci, którzy wiedzą, że po powrocie będą mieli na tyle duże obłożenie, że i tak nie dadzą rady nic nowego wprowadzić lub z innych powodów wiedzą, że będzie to b. trudne.
    Kto wie... biorąc pod uwagę to co powyżej, ja również bym się na taki wyjazd nie łapał. Trudno, najważniejsze by środki publiczne trafiały tam, gdzie powinny, i do tych, którzy są godni je otrzymać. Lepiej wysłać 15 z sensem, niż 40 "a nuż coś...".
  • Bo zbyt wiele wymagam od innych, m.in. żeby po powrocie z USA natychmiast stawali się chętni do współpracy.
  • Bo sam sobie jestem winien, nie potrafię przekazywać wiedzy. 
  • Amerykanie by powiedzieli: dajcie spokój i zajmujcie się tym co dobre i dobrze rokuje, sprawy słabe zostawcie na boku. Nie wiem czy potrafię.
  • Czy warto robić samemu jeśli grupa jest niezainteresowana? Nieustannie się nie zgadzam - przykładem jest kilka inicjatyw które znamy, założenia są OK, ale szczegóły niedopracowane, bo przygotowywane w zbyt małym zespole. W konsekwencji fajnie, że "się kręci", ale bez omyłek na starcie kręciłoby się lepiej. Więc czy powinniśmy realizować inicjatywy dla inicjatyw? Czy powinny być od początku realizowane w grupie? A jeśli nie ma grupy - nierealizowane (czekałyby na lepszy czas)? Kto mądry odpowie?

Proszę nie traktować powyższego jako litanię czy wylewanie żali. Można powiedzieć, że głośno myślałem i tymi myślami się podzieliłem. Warto zastanawiać się na spokojnie, dlaczego ciągle jeszcze efekty wyjazdów są tak pojedyncze i czemu (tu taki żarcik) wszyscy się przytulają do design thinkingu (trochę inicjatyw tego typu się kręci) ;) Zamiast popracować trochę nad sprawami proceduralno-systemowymi.
No cóż, nie każdy je czuje. A szkoda, bo tracimy tylko sporo cennego czasu.

Zlot przed nami, program na bogatości, będzie świetnie: http://top500innovators.org/zlot-absolwentow.

Zlot się zbliża :) (zdjęcie ukradzione z usptc.org)

* Trwa do dziś :)

wtorek, 25 czerwca 2013

Dzień Kreatywości Nasza Akademia

Dziś o drugim Dniu Kreatywności, jakie zorganizowaliśmy na Akademii Morskiej w Szczecinie. Po paru perturbacjach czasowych oraz organizacyjnych, dzięki pomocy Biura Karier, Działu Nauczania oraz Promocji, udało nam się przeprowadzić Dzień w holu budynku głównego na Wałach Chrobrego. 
Studenci oraz pracownicy uczelni dostali możliwość twórczego „wyżycia się”. Tematem przewodnim była ponownie „Nasza Akademia”. Do dyspozycji były flipcharty, na których można było pisać i rysować oraz stanowisko do prototypowania.

Kto to potem posprząta...
Każdy mógł dać odpowiedź na następujące pytania:
  • Co ci się podoba?
  • Co cię wkurza?
  • Gdybym był/a Rektorem AM…
  • Co byś zmienił/a? Zaproponuj rozwiązanie.
  • Na uczelni Twoich marzeń…
oraz, nowość: W czym nie można Ciebie zastąpić?  

Celem akcji było sprawdzenie, czy w studentach drzemie potencjał do pracy twórczej oraz kreatywnego rozwiązywania problemów, z którymi stykają się na uczelni.

Tym razem studenci z Wałów Chrobrego podeszli do ćwiczenia znacznie bardziej na luzie, niż ich koledzy i koleżanki z WIET.
 
Co wkurza studentów oraz pracowników?
  • Na pewno konkretne osoby. Sporo było imion kolegów oraz koleżanek (także samorządu) oraz nazwisk nielubianych wykładowców. Jak to się mówi, ta dzisiejsza młodzież... ;) 
  • To, że studenci to imprezowe bestie, świadczyły takie wpisy jak: "Ciepła wódka!" oraz "Zajęcia w poniedziałki na rano". Ach to życie studenckie!
  • Trochę wpisów krążyło wokół sieci: "Internet!", "Sql", "Oglądanie filmików na youtube w
    Ustawianie flipchartów :)
    najgorszej jakości" - rzeczywiście, też tego nie lubię ;)
  • Powalało podejście filozoficzne: "Rzycie", "Komuniści", "...stałem się tolerancyjny", "Nie ma przydziału baniek mydlanych"
  • Oczywiście nie zabrakło haseł oscylujących wokół zajęć: "2-jki w indeksie", "nauczanie nawigacji z XX wieku"
  • Osobiście podobała mi się walka z systemem: "Biurokracja", "sprawozdania ze wszystkie i wszędzie!!!" :-)
  • Bardzo ciekawa była relacja z wykładowcami, którym zarzucono "Niesłowność" oraz "Złe przekazywanie informacji! Proszę nauczyć się łączności!" - cóż, zaufanie oraz współpraca budowane są wspólnie i powoli...
Mnie zastanowiło to, że studentów wkurza "noszenie munduru w lato". To odwrotnie niż kolegów z WIET. Zwrócono tez uwagę na za małą liczbę ławek. Jedyny student z zagranicy, który wypełnił flipchart, stwierdził, że "Have class in diner time 14:00 – 16:00".

 OK, a co się studentom podoba?
  • Pani Sylwia z Dziekanatu WN - mnogość głosów. Cóż, komu się Ona nie podoba...! :*
  • Oczywiście było jeszcze kilka wpisów z nazwiskami wykładowców
  • Raczej smutne były powtarzające się głosy: "NIC"/"Nic mi się nie podoba"..., całe szczęście przeplatane radosnymi "cyckami" (w tym po rosyjsku)
  • Pozostając we frywolnej tematyce, byli też "chłopcy z mechaniki"
  • Trochę nazw przedmiotów: elektronika, laborki z Astro, Farma (gra) ;)
  • To, że studenci są wyluzowani, widać było po wpisach: "Poziom absurdu, który tu występuje :D", "Pogoda", "Dni bez ciepłej wody"
  • Żeby żyć, trzeba jeść - więc podobają się "bułki za 4,50"
Prototyp i to pracownika AM :)
Było parę wpisów których nie rozumiem, więc nie przytoczę (jeszcze kogoś obrażę) ;-)

Przechodząc do pytań bardziej kreatywnych - co byś zmienił, zaproponuj rozwiązanie:
  • Student ma zawsze rację, więc "słuchałbym studentów". No więc właśnie to robimy.
  • Od młodych ludzi należy oczekiwać ekstremalnych rozwiązań, były więc: "Wszystko", "Uczelnię", "NIC", Wyrzuciłabym niektóre osoby z uczelni!" (mam nadzieję, że nie mnie).
  • Dostało się też dziekanatowi, może niesłusznie?
  • Zabawna była propozycja by "praktyki pełnomorskie odbywać na Zalewie Szczecińskim!" :)
  • Znowu pojawił się ten straszny mundur: "Dzień bez munduru co najmniej raz  tygodniu" 
  • Kolega odpowiadający za POKL powinien zareagować na "Stypendium nie dają, złodzieje..." 

Przechodząc do uczelni marzeń...
  • Cóż, nie ma paru przedmiotów... ;)
  • "Wszyscy zaliczają semetr, nawet z 2!", "Pst od 30%" - co za leniwe bestie...
  • Studenci chcieliby normalnych warunków pracy: "More sun!", "darmowy parking", gwarancja pracy w trakcie studiów", "darmowe jedzenie i kawa". Jest też "czas na leżakowanie". Nic tylko studiować.
  • Powtarzająca się prośba, by nie przesadzać z godzinami rozpoczęcia zajęć: "Wysypiałbym się"
  • Do zabawniejszych wpisów należało: "Co środa każdy student miałby obowiązek przynieść plan opanowania świata". No no... może najpierw statku?
  • Praktyczne spojrzenie: "Sale są numerowane w porządku matematycznym

    Marzenia marzeniami, ale gdyby tak być Rektorem, to co bym zrobił/a? 
    •  Jak szaleć, to szaleć... "Jacuzzi na Statku Nawigator!" - no, taki Rektor to miałby powodzenie :)
    • Żeby nie było tak radośnie...: "Trollowałbym studentów!" ;)
    • Studenci chcą pozostać tajemniczy: "Chodziłabym na zajęcia incognito"...
      Pierwsze prototypy
    • Przydałoby się więcej wolnego! Stąd i takie hasła, jak: "Skróciłbym rok akademicki do 10 czerwca", "Wprowadziłabym wolne środy"
    • Hojność wydaje się cennym atrybutem naszych młodych pobratymców: "3 dla wszystkich", "Dawałabym bezpłatne warunki", "Stypendium dla wszystkich", "Piwo dla każdego i papierosy też a wódka dla ziomków" ;-)
    • Z poważniejszych wpisów należy odnotować: "Kupiłabym wszystkim kredki na meteo", "Każdemu studentowi dałabym bańki mydlane".  
    Trzeba przyznać, że kreatywne odpowiedzi ;)

    Ostatnie pytanie dotyczyło zastępstwa, a dokładnie w czym Ciebie nie można zastąpić. 
    Można się domyślać, że odpowiedzi były bardzo zróżnicowane. ;)
    • "W jedzeniu i piciu"
    • "W ilości poprawek"
    • "W byciu legendarnym" (wow)
    • "W przekładaniu terminów"
    • "W knuciu i porażkach" (cóż za defetyzm)
    • "Robieniu tostów" (też jestem dobry)
    • "Gotowaniu"
    • "W rapie" (jakiś swojak)
    Odpowiedzi było więcej, ale też nie chciałbym przekroczyć poczucia dobrego smaku ;-)
    Wpisy wpisy ...

    Podsumowując, zauważalna była różnica w wypowiedziach studentów w Wałów Chrobrego (Nawigacja, część Mechanicznych) w stosunku do Inżynierii i Transportu, z korzyścią dla tych drugich. Być może było to efektem pozostawienia pustych tablic, nie wypełnionych kilkoma "poważniejszymi" wpisami, które nadałyby charakter całemu eventowi. Ta różnica daje nam do myślenia, jest to pewne wyzwanie.
    Musimy się też zastanowić nad formą propotypowania, bo nie wyszło zbyt okazale.

    Nawiązując jeszcze do wpisów, słabo było z marzeniami i praktycznymi pomysłami studentów. Wydawało nam się, że w studentach brakuje poczucia własnej wartości dla uczelni. To samo dotyczyło tożsamości uczelnianej, identyfikacji z Akademią, co chyba nie jest problemem tylko li studentów...
    Ciekawostką było odmienne zdanie dotyczące noszenia munduru. Ci co noszą nie chcą i na odwrót.
    Oczywiście przemyśleń i uwag było więcej, jeśli ktoś jest nimi zainteresowany niech da znać.

    Udział studentów :)
    Co teraz? Teraz mamy kilka propozycji. Po pierwsze spiszemy z dwóch Dni Kreatywności najważniejsze odpowiedzi i przekażemy władzom. Myślę, że dla nich może być to bardzo ożywcza lektura. Musimy też znaleźć aktywnych studentów, być może poprzez samorząd studencki - to pomoże nam organizować tego typu eventy w przyszłości.
    Mamy też pomysły na dwa konkretne Dni, z konkretnym przekazem i pytaniami. Ale zanim je zaprezentujemy, musimy je uzgodnić z Władzami uczelni.
    Trzymajcie zaciśnięte kciuki :)

    niedziela, 16 czerwca 2013

    I spotkanie szczecińskich Topowiczów

    Od pewnego czasu, a dokładnie od spotkania z profesorem Moncarzem w Międzyzdrojach, zdiagnozowaliśmy potrzebę spotykania się wewnętrznie w szczecińskim gronie. Kolejne edycje mijają, a liczba szczecińskich Topowiczów stale rośnie. Jest więc coraz większa szansa na wspólne ciekawe przedsięwzięcia na Pomorzu Zachodnim, których moglibyśmy się razem podjąć.
    Zgodnie jednak ze starym powiedzeniem o budowie takiego miasta do którego prowadziły wszystkie drogi, powoli i spokojnie - najpierw popatrzmy szczerze na swoje twarze, połóżmy ręce na stół i porozmawiajmy.

    Dzięki uprzejmości Patrycji oraz Wioletty (dziękujemy, niezła kawa), spotkaliśmy się w Centrum Bioimmobilizacji i Materiałów Opakowaniowych ZUT. W dyskusji uczestniczyli jeszcze Piotr, Paweł (ale to nie ci od tej sieci), Paulina, Przemek, Witek i ja.

    O czym rozmawialiśmy? Trochę o Zlocie Top500 Innovators w lipcu pod Warszawą. Dogrywane są ostatnie szczegóły tego wydarzenia. Jako jedna z osób przygotowujących zarysy Zlotu oraz prowadzący jeden z paneli dyskusyjnych (trafiła mi się jakaś miazga), ciekawy byłem opinii i uwag co do agendy eventu.

    Przemek został członkiem Rady Młodych Naukowców, stąd bardzo ciekawi byliśmy "z czym to się je", jakie cele stawia sobie ta grupa oraz jakie natężenie pracy ich czeka. Wychodzi na to, że zjazdy odbywać się będą w cyklu miesięcznym, a tematy będą opracowywane zgodnie z wolą Rady.

    Zatrzymaliśmy się też chwilę przy naborze uzupełniającym do Programu, który właśnie ma miejsce (deadline 23 czerwca 2013 r.). Razem z kolegą Pawłem udajemy się na Pomorski Uniwersytet Medyczny, by zachęcić tamtejszych naukowców do udziału w Programie. Paweł wraz z kolegami/koleżankami z ZUT zamierza także zrobić taką prezentację na swojej uczelni. Ja tym razem Akademię Morską odpuszczam, jesienią leci dwóch "moich" naukowców, w tym uczestnik spotkania w CBiMO Witek.

    Podsumowaliśmy też spotkanie z profesorem w Międzyzdrojach. Zastanawialiśmy się czy jego pomysły na Zachodniopomorskie mają szansę realizacji. Na ten moment widać, że musimy ten temat jeszcze przeżuć i przetrawić.

    Ustaliliśmy, że będziemy się w naszym gronie nawzajem wzmacniać wiedzą. Paweł i ja uczestniczymy w różnych spotkaniach i szkoleniach związanych z transferem technologii, będziemy pisali z tego sprawozdania i przesyłali do siebie oraz szczecińskich Topowiczów (kiedy na to znaleźć czas...?).

    Na koniec nie udało nam się ustalić kiedy znowu się widzimy :). Padła propozycja by termin był odgórnie ustawiony, np pierwszy czwartek miesiąca, ale konkluzji nie było (pytanie o to czy w godzinach pracy czy wieczorem na mieście...).

    Jak to mówią w Ameryce, stay tuned! ;)