poniedziałek, 29 września 2014

A jednak nie powiem

A jednak nie powiem jak to będzie. Taki miałem zamiar. Od miesięcy tworzyłem "posta matkę", coś na kształt kolejnego manifestu, dojrzalszego niż poprzedni (przynajmniej takie było założenie), w którym rozprawiałbym się z paroma tematami, a może osobami. A na pewno ze sobą. Nie bez przyczyny post zaczynał się od słów "Coraz częściej myślę o Końcu".

Mam za sobą (?) ciężki okres, choć pewnie niewielu to zauważyło (ktokolwiek...?). Niemniej ilość wątków poruszonych we wpisie przekracza zdrowy rozsądek i możliwości, by dzisiaj je domknąć. Stąd rozebrałem go na części pierwsze i oto kilka najciekawszych:
- wypalenie zawodowe,
- brak zrozumienia ze strony otoczenia (z tym chyba już nie wygram),
- wirtualni eksperci z TV,
- z czego tu się cieszyć - nawet wróble ze Szczecina uciekły!,
- zmiany zaczynaj od siebie,
- komercjalizacja (nuda),
- wybory samorządowe,
- nabieranie manier prezesa,
- marzenia.

Każdego poruszać nie ma sensu... to może o tych manierach, czyli o... zmianach. Ostatni rok to czas właśnie takich zmian. Awansowałem na prezesa zarządu spółki celowej uczelni. To podmiot, gdzie 100% udziałów ma jednostka naukowa, a który ma za zadanie w sposób "nieco" bardziej skuteczny komercjalizować własność intelektualną uczelni. Jak ktoś chce o tym niecnym procederze wiedzieć więcej, to zapraszam na stronę spółki. Mógłbym o tym gadać godzinami, ale chyba nie o to chodzi. Na bieżąco wrzucam także informacje o spółce na Facebooka. Pracy jest full, ale na szczęście jest ona niezwykle ciekawa i, jak to się pięknie mówi, rozwojowa.

Jeżeli chodzi o Top 500, to również nie narzekam na nudę. Zostałem wybrany członkiem zarządu Stowarzyszenia Top 500 Innovators. To wyjątkowo zajmujące zadanie - czasami trzeba robić i 20 h tygodniowo, no ale pani Prezes jest bardzo wymagająca. A kobietom się nie odmawia (no, czasami trzeba;)). Znów - można by o tym pisać i pisać... tylko kto by to czytał. Na bieżąco można nas śledzić na stronie Top 500. Z ciekawostek - rozwijam Newsletter Top 500, już 36 numerów w tym roku i kilkuset subskrybentów. Bardzo mnie to cieszy, bo nie ma w Polsce rzetelnej informacji o transferze technologii.
Oczywiście odbywają się też comiesięczne spotkania szczecińskich Top 500. Jak widać na fotce, atmosfera jest dobra.

Spotkanie szczecińskich Topowiczów

Kolejnym udanym dla mnie wątkiem jest ściągnięcie do Szczecina inicjatywy TechKlubów. To comiesięczne spotkania na których NGOsy, przedstawiciele lokalnego biznesu, samorządu czy świata nauki rozmawiają na temat technologii i tego jak można je wykorzystywać, aby praca we własnej organizacji stawała się lepsza i wydajniejsza. Inicjatywa przypłynęła do nas z USA, od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.
Temat jest fajny, trwa już kilka miesięcy, odbyły się 3 TechKluby, a czwarty lada dzień
W międzyczasie, w okresie wakacyjnym, gdy TechKluby zamilkły, zorganizowałem dwa TechnOgniska, gdzie w rodzinnej atmosferze (można było zabrać małe potwory), przy kiełbasce rozmawialiśmy o technologiach. Jedna z relacji wideo tutaj :)

II spotkanie szczecińskiego TechKlubu

Nie szata zdobi człowieka? 
Wracając do manier. Powinny być nienaganne. W końcu jesteśmy atakowani ze wszystkich stron różnymi bździnami typu Logo czy Businessman magazine. A tam na okładach modele (bynajmniej nie polscy prezesi, a może to prezesi modele po retuszu fotoszopa?).
W sumie to mi chyba nie wypada nawet pisać takich rzeczy. Prezes nie może mieć wątpliwości, musi mieć modną fryzurę, dobrany garnitur (czy w Szczecinie lub okolicy szyją na miarę?) i fotkę do wykorzystania w materiałach konferencyjnych. By Przekaz Był Spójny. "Chcesz zarobić milion, musisz wyglądać jak milion" - jak mówi dyrektor dość znanej izby gospodarczej.
Nie kupuję tego. I to nie dlatego że nie potrafię dobrać krawata do koszuli lub, olaboga, go zawiązać. Potrafię, i to nawet na odpowiednią długość (czasami za pierwszym razem)! Mogę też dobrze wyglądać i wygłosić profesjonalną prezentację. Garnitur mi nie przeszkadza. Ale, na Boga, to nie może być cel sam w sobie ani niezbędny element by dograć deal. Tak po prostu nie jest. Poznałem iluś profesorów, którzy ubierają się niedbale. Iluś inwestorów w USA, którzy przychodzili na obrony na klapkach. To nie jest z ich strony afiszowanie się ani wyraz poglądów czy pogardy dla współczesnego świata/prezentującego. Oni już wiedzą, że to nie ma znaczenia. Wystarczy zachować podstawowy kanon (a znam i takich, którzy nie ubierają bielizny). I nie musimy wcale twierdzić, że "ale to Polska, to taki zwyczaj, tak wypada, itp.". Do tego trzeba jednak dojrzeć mentalnie, by się odważyć.

Po czynach ich poznacie
To teraz nieco humorystycznie. Jak widać wyżej z opisu, działam to tu to tam w różnych obszarach, nie związanych ze sprzedażą technologii. Można powiedzieć, że altruistycznie i z pobudek wyższych. Choć nie tylko... ale to innym razem. Tak czy owak widzę, że dla części osób jestem "tym z techklubu, tym z Top 500...". A tyle nagadałem się o rozwoju regionalnym, o transferze technologii, o wsparciu uczelni! I nic to, bo kojarzony jestem ze spotkań dla organizacji pozarządowych :).
To ciekawe, że jednak small things matters... I co tu zrobić? Prawdopodobnie nic, ale ktoś znający się na rzeczy pewnie by powiedział, że nie potrafię budować swojego Wizerunku w sposób profesjonalny. Ech, to tyle ze sprzedanych wynalazków. Czas się przebranżowić ;)

Dobry chłopak był...
A teraz niehumorystycznie. Dotkliwie to odczuwam w ostatnich latach i miesiącach. Ludzie znikają.
Straty "przyjaciół"... to oczywiste, ale także przykre zjawisko. W życiu każdego człowieka dochodzi do zmian. Pojawiają się dzieci, nowa praca, zmiana trybu życia... nie każdemu to odpowiada. Są tacy, którzy lubią równać w dół, stąd jeśli nagle awansowałeś, to jest to dla nich zwyczajnie nie do zniesienia. Inni podświadomie cię klasyfikują (czy też kwalifikują) do "frajerów", "co on z tego ma... jeszcze zobaczy ile to go będzie kosztować", "to przypadek albo koneksje", "noga mu się podwinie".
Naukowcy mają pewnie na to swoje wytłumaczenie oraz definicję, można to też nazwać kolokwialnie "bólem dupy" (jaki musi mieć teraz niejaki Goliszewski z tzw. doktoratem).
Wszystko fajnie, ale nadal jestem facetem. A mężczyźni (ci "prawdziwi") mają swoje potrzeby. A tu nie dość że nie ma z kim, to jeszcze samemu też ciężko cokolwiek zorganizować przy aplauzie dwójki małych dzieci.
Być może sam jestem sobie winien, jakiś czas temu wyczyściłem "znajomych" w portalach społecznościowych o tych, z którymi mi nie po drodze (cierpliwość mi się wyczerpała). Koło się zamyka?

Obłęd zmiany siebie, nie świata
I na koniec myśl z cyklu głębokich (a dla zgryźliwców: płytkich). Jednym z często używanych, wręcz wyświechtanych powiedzeń, jakim obdarowywane są osoby, które chcą zmian na poziomie nieco wyższym niż lokalny, jest "Chcesz zmian? Zacznij od siebie.".
Nic bardziej mylnego.
Powiedzonko to jest naprzemiennie głoszone wraz z innymi: "Świata nie zmienisz" (ciekawe co mają powiedzieć ci, którym się to udało?) czy "Głową muru nie przebijesz" (notabene próbowałem przez parę lat, ale na ścianie nie pojawiła się nawet rysa, więc to akurat może być prawda) oraz idzie ręka w rękę z takimi jak "Ciszej będziesz, dalej dojedziesz" (bolszewicki kretynizm). Wszystkie te hasła to nic innego, jak próba obrony własnej strefy komfortu, poza którą wielu nie chce wyściubić nosa. Łączyć je też można z prostym sarkazmem/ironią, tak częstą odpowiedzią wielu ludzi na coś, z czym się nie zgadzają.

To sformułowanie jest idealnie pasujące do polskiej zastanej rzeczywistości. Jest to najprostsza obrona przed możliwością zaangażowania się w jakikolwiek projekt obywatelski, społeczny, itd. Bo po cóż miałbym to robić, muszę zacząć od siebie (?). Wszystko świetnie, ale czymże jest taki projekt, jak nie próbą zmiany świata, chociażby tego najbliższego?
Rodzi to kolejne pytania, dla tych którzy trwają przy swoim: to kiedy mija ten termin zmiany "siebie"? W którym momencie można uznać, że już swoje zrobiłem, a teraz zajmę się światem?
Myśląc w ten sposób można utkwić w swojej strefie komfortu przez całe życie. Wystarczy uwierzyć w "ale co ja mogę...panie... to nie na moją głowę..." i dramat gotowy. Dramat osobisty, ale także dla miasta czy kraju. A przypominam, że żyjemy nie w Dolinie Krzemowej, a w Szczecinie, mieście zapomnianym, więc tym bardziej musimy się starać by wspólnie je pchnąć do przodu. Nikt za nas tego nie zrobi, a na pewno nie mityczni "Oni".

Zachęcam więc do działania w obszarach, które są poza strefą komfortu (także zawodową!). To trudne, wiem. Znaleźć można wiele wymówek, wiem. Ale rezultat daje ogromną satysfakcję. I to wiem również. 


czwartek, 9 stycznia 2014

Spotkanie Szczecińskich Topowiczów i prace w regionie


Krótka notka, co prawda dawno nic nie pisałem, ale czasu brak, tyle pracy ;)

Jeszcze przed Świętami zorganizowaliśmy sobie w Szczecinie spotkanie Topowiczów! Jest nas już 17 absolwentów Programu, moc :) Omówiliśmy w luźnej atmosferze to i owo, m.in. posłuchaliśmy refleksji tych, którzy dopiero co wrócili z Berkeley i Stanfordu (Robert dostał się nawet do władz Stowarzyszenia Top 500). Wszystko to nad garnkiem zupy lub kawy.
Nie będę wchodził w szczegóły, zdjęcia mówią o atmosferze, a inicjatywy... jak w Stowarzyszeniu, mnóstwo ;)





Poza tym korzystając z okazji warto podkreślić fajną robotę jaką wykonują Dorota i Leszek na Akademii Morskiej w Szczecinie. Warto zobaczyć cóż to takiego.
Studenckie Koło Naukowe Innowatora „Ordo ex Chao" prężnie się rozwija! 

środa, 28 sierpnia 2013

Konsultacje społeczne - radosny głos środowiska

Dzisiaj nuda. Nawiązując do posta poniżej (bajki o tym jak to wprowadza się w Polsce reformy), chciałbym zwrócić Waszą uwagę na efekty m.in. mojej pracy. Pracy pod auspicjami Stowarzyszenia Top 500, chociaż to ostatnie nie było proste ani przyjemne. Pozwolę sobie jednak nie dotykać tego tematu na blogu, dość powiedzieć, że skutecznie mnie to wyleczyło z paru przekonań.

Tak czy owak, jak informuje nas główna strona Programu Top 500, społeczność  Stowarzyszenia Top 500 Innovators wzięła udział w konsultacjach społecznych Projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym oraz niektórych innych ustaw z dn. 16 lipca 2013.

Zgłoszono propozycje zmian wraz z komentarzami na temat:
- przepisów dotyczących „uwłaszczenia naukowców” (Zał. 1),
- przepisów dotyczących wspierania mobilności krajowej i zagranicznej naukowców przez jednostki macierzyste (Zał. 2),
- oraz wnioski różne dotyczące propozycji zmian różnych artykułów Ustawy (Zał. 3).

Propozycje zmian do Projektu ustawy zostały przesłane do MNiSW. Co dalej? To już sprawa w rękach Zarządu.

Obok dyskusji nad tematem uwłaszczenia naukowców (Zał. 1) przygotowaliśmy i przeprowadziliśmy ankietę środowiskową, której wyniki dostępne są w osobnym raporcie

I przy raporcie chciałbym się na chwilę zatrzymać.

Raport z ankiety środowiskowej w temacie komercjalizacji

Jak raport powstawał, jaką metodologię zastosowano, itp. techniczne szczegóły można przeczytać w załączniku powyżej. Zasadniczo ankieta miała dać nam odpowiedź na pytanie jaka forma współpracy pomiędzy jednostką macierzystą a badaczem byłaby najbardziej korzystna. Zaprezentowano 4 scenariusze, różnicujące podział "procentów" od zysku z potencjalnej komercjalizacji. Od 10% do 50% dochodów dla uczelni (to ostatnie jest już często oferowane na uczelniach).

Środowisko naukowców, CTT oraz przedsiębiorców odniosło się do proponowanych przez MNiSW zmian z duża rezerwą. Sama koncepcja "uwłaszczenia" jest dla respondentów niejasna, nie uwzględnia wielu istotnych czynników oraz jest nieelastyczna. Żeby nie powiedzieć mocniej.

Ale to na co chciałbym zwrócić uwagę to komentarze respondentów. Warte uwagi, tutaj kilka całkiem mocnych killerów:
  • naukowiec przede wszystkim nie ma czasu na zajmowanie się komercjalizacją. Naukowiec będzie musiał podpisywać specjalne umowy np. z centrami transferu technologii cedując na CTT prawo do zarządzania itp. Naukowiec nie ma funduszy na pokrycie kosztów. Naukowiec nie jest firmą, żeby prowadzić księgowość. Naukowiec nie ma czasu, żeby promować i szukać swój wynalazek. Często naukowiec nie jest nawet w stanie rozpoznać wagi wynalazku. No i na koniec pytanie: po co w takim razie wpompowywanie pieniędzy w CTT i brokerów technologii/innowacji?
  • uczelnie nie są gotowe na komercjalizację i projekt "położą".
  • po co? nie lepiej zostawić po staremu? efekt ten sam.
  • w zamian za wsparcie udzielone naukowcowi uczelnia otrzymuje stosowny % od zysków w sytuacji, gdy naukowcy często nie dysponują wiedzą na temat ścieżki komercjalizacji - przeprowadzenie tego procesu przez uczelnię, która dysponuje odpowiednim zasobem ludzkim i wiedzą - wydaje się gwarantować największy sukces przedsięwzięciu
  • może i by to był dobry pomysł, gdyby CTT spełniały swoja role. Tymczasem nie maja pieniędzy na funkcjonowanie, wiec parają się projektami dla bezrobotnych, by mieć na przeżycie. Transfer technologii to proces i Polska nie przeskoczy faz edukacji specjalistów, zdobywania doświadczeń i popełniania błędów. W USA wskaźnik sprzedaży licencji z uczelni do biznesu nie wzrósł przez jedną noc. W USA ponad 90% CTT to koszt dla uczelni, bo ich rola to zaplecze administracyjne procesu. Niech MNISW w zamian za konkretne wyniki pracy wesprze finansowo CTT, by miały za co powoływać ekspertów z rynku, robić badania zasadności ekonomicznej wynalazku, szkolić się, kontaktować z biznesem. Poza tym, cale to uwłaszczenie to precedens. Oby lekarze nie zadali od szpitali praw własności do stosowanych przez nich metod leczenia… 
  • Sądzę, że w ustawie powinna się znaleźć alternatywa pozostawiona do wyboru wynalazcy: naukowiec sam zajmuje się wszystkimi kwestiami związanymi z komercjalizacją wynalazku i wówczas opłata na rzecz uczelni może być jedynie minimalna (scenariusz 1) - albo w zamian za przekazanie uczelni 50% (ale nie więcej) dochodów z komercjalizacji wynalazku uczelnia wykonuje całość usług związanych z komercjalizacją wynalazku, jednak każde z podejmowanych działań wymaga wyrażenia przez naukowca-wynalazcę osobnej zgody. 
  • Jedno podstawowe pytanie - dlaczego uwłaszczamy, skoro od lat 80-tych niemal na całym świecie od Bah-Doyle Act widać proces odwrotny? Co ma świadczyć o tym, że uczeni rzucą się patentować i komercjalizować? 
  • Generalna uwaga jest taka: problem nie tkwi w tym kto jest właścicielem wynalazku, lecz w egzekwowaniu istniejących (czasem całkiem niezłych) procedur i tzw. daleko posuniętej autonomii niektórych zespołów badawczych. Dopóki rektorem uczelni publicznej (podobnie jak np. Min. Zdrowia) będzie ktoś ze środowiska - nic się raczej nie zmieni. To wszystko o czym się pisze w nowelizacji jest możliwe już dzisiaj – należy jednak podjąć działania oddolne! 
  • Nie wystarczy samo wdrożenie takich czy innych przepisów. Jednym z problemów jest to, że uczelnie polskie są w dużym stopniu z innej epoki. Uczelnie nie potrafią i chyba nie chcą być partnerem w przedsięwzięciach komercyjnych. Często też są blokowane przepisami finansowymi o niełączeniu środków publicznych i prywatnych. Innym, poważnym kłopotem jest to, że uczelnie polskie nie mają "misji" w rozumieniu anglosaskim. Obecnie coraz częściej słyszy się, ze uczelnie mają "zarabiać jak przedsiębiorstwa” - co jest bzdurą. Uczelnie powinny być zbilansowane finansowo, lecz głównym celem powinno być ich nastawienie na rozwój: naukowy, dydaktyczny i technologiczny. 
  • Wszystkie scenariusze są bardzo złe. Każdy z nich zakłada współpracę naukowca z jego uczelnią za określony %. W zamian za to otrzymuje wsparcie instytucji uczelnianych. Niestety - te instytucje nie działają i w żadnym z tych scenariuszy działać nie zaczną. W CTT pracują urzędnicy kompletnie niezainteresowani zrobieniem czegokolwiek niesztampowego, w działach prawnych niekompetentni z doboru negatywnego itd. Scenariusz, który ja bym widział to taki, w którym naukowiec dysponując prawami do wynalazku może podpisać umowę o komercjalizację z DOWOLNYM podmiotem. Wtedy naukowiec przestanie być w CTT petentem, a stanie się klientem. Uczelniane CTT będą musiały się zreformować by dotrzymać konkurencji prywatnych CTT albo wymrą. W łańcuchu Naukowiec->CTT->Przemysł działa obecnie tylko ostatnie ogniwo. MNISW postępuje właściwie organizując top500 i aktywizując pierwsze ogniwo. Ogniwo środkowe trzeba uleczyć. Albo dobić. 
  • W przypadku komercjalizacji to ja mogę uczelni zapłacić co najwyżej 5% dochodów, bo zwykle „fantastycznie sprawnie” działająca administracja uczelni w Polsce jest niczym przysłowiowa kula u nogi... Im mniejsza ingerencja administracji w proces myślowo-twórczy tym lepiej, bo i tak trzeba będzie zwracać się z pomocą do instytucji zewnętrznych, a co za tym idzie można to zrobić osobiście a nie poprzez prawników i innych „pasożytów”, którzy siedzą na swych stanowiskach nie mając o niczym pojęcia… 
  • Przy obecnej jakości funkcjonowania CTT/struktur administracyjnych na uczelni, dowolny scenariusz komercjalizacyjny z uczelnią w jakiejkolwiek roli decyzyjnej jest bardzo zły. W przypadku zaś sytuacji, kiedy inicjatywa komercjalizacyjna jest po stronie naukowca, scenariusz jest obojętny, ponieważ i tak większość naukowców ma komercjalizację w dupie.
  • Powinno pozostać, jak jest teraz.

To niejako przedsmak tego, co można wyczytać z raportu. Zachęcam do dalszego zagłębienia się w lekturę, warto :)

Wracając na moment do najważniejszej części pracy, czyli Oceny skutków wprowadzenia "uwłaszczenia", jest to efekt ciężkiej roboty kilku osób, także spoza Top 500. Również polecam zapoznanie się z opracowaniem

Na koniec chciałbym polecić Wam udział w PAMI w Krakowie. Ja niestety z racji nowych obowiązków, nie będę mógł uczestniczyć w warsztatach. Ale o tym w innym poście.

piątek, 26 lipca 2013

Bajka o uwłaszczeniu


Obywatele pewnego kraju chodzili pieszo. Nie znali bowiem samochodów ani rowerów. Tylko gdzieniegdzie specjalnie powołane Centra Transferu Poziomego i Pionowego (CTPP) były w stanie wybudować ruchome chodniki, schody i windy. Wszyscy obywatele wiedzieli, że transfer jest słabą stroną tego kraju i że w innych krajach transferuje się lepiej i szybciej.
Pewnego razu Ministerstwo Transportu, które zajmowało się regulacją rozmiaru butów i wydawaniem koncesji na szewców, względnie uruchamianiem spec-programów takich jak "Elastyczna podeszwa 2010", "Krokiem marszowym w kosmos 2011", czy "Czołganiem przez pełzanie 2012" postanowiło, że trzeba poprawić życie obywatelom, warto więc zorganizować transport dorożkami. W związku z tym zamiast finansować Centra Transferu Poziomego i Pionowego uruchomiło program "Napęd na cztery lepszy niż na dwa 2013". W ramach programu każdy obywatel miał móc na umotywowany wniosek otrzymać dorożkę i konia.

Dla zachęty do nowej formy transportu obywatelom zabrano buty.

Próżno pozbawieni dotacji specjaliści z CTPP podnosili, że zabieranie ludziom butów nie służy transportowi. Próżno pokazywali, że na świecie jeździ się samochodami i rowerami, a dorożki wyszły w krajach rozwiniętych z użycia pół wieku temu. Ministerstwo Transportu wiedziało dobrze, że to strach o etaty przemawia przez ich usta i nie udzieli im posłuchu! Pozostało też głuche na argument, że wprowadzenie "Napęd na cztery lepszy niż na dwa 2013" sprawia, że pieniądze wydane na "Elastyczna podeszwa 2010", "Krokiem marszowym w kosmos 2011" i "Czołganiem przez pełzanie 2012" zmarnują się.

Ministerstwo nie zleciło nikomu sprawdzenia, czy w kraju jest dość drewna i kół, żeby zbudować dorożki i ile czasu zajmie wyhodowanie albo sprowadzenie dostatecznej ilości koni. Niezależni specjaliści podnosili, że buty przydają się także w dorożce, że nią nie wszędzie można dojechać, wreszcie, że zasoby drewna kół i zarezerwowane środki mogą wystarczyć co najwyżej na wyposażenie obywateli w hulajnogi i to z nieheblowanych desek.

Ministerstwo uruchomiło szereg paneli eksperckich, na których udowadniano, że cztery nogi dają lepszą stabilność i pozwalają rozwinąć większą prędkość. Paneliści wykazywali bezspornie, że piechotą dalej się już nie zajdzie, a zajść przecież chcemy daleko. A pomysłodawca zbijał argumenty o szczupłości zasobów stwierdzeniem, że może nie od razu starczy dla wszystkich, ale lepiej spróbować i zaryzykować porażkę, niż kontynuować niesłuszną politykę transportową.

No dobra, a teraz znajdźcie trzy różnice.

Marek z Top 500


Dorożka Liniowiec Marzeń - też miało być pięknie

niedziela, 21 lipca 2013

Zlot absolwentów programu Top 500 oraz inne uciechy

W ostatnich tygodniach działo się sporo, na tyle by napisać chociaż o tym kilka zdań. Z drugiej strony czasu na prowadzenie bloga ciągle brakuje i nie zapowiada się, że będzie pod tym względem lepiej. Nie marudząc jednak nadmiernie...

I Zlot Absolwentów Top 500 (Top 200)

Najważniejszym wydarzeniem minionych tygodni dla nas był... w sumie to sam nie wiem, ale raczej I Zlot Absolwentów Top 500. O przebiegu Zlotu można pisać elaboraty, zrobili to już jednak inni:
1) Informacja na stronie Top 500 oraz program Zlotu
2) Blog Maćka
3) Blog Creative Cracow

Zlot
To wyboru, do koloru. Jak widać, eksperci znakomici, liczba uczestników zacna, także
organizacyjnie było dobrze, chociaż ponoć pojawiły się głosy, że miejsce (hotel) nieodpowiednie, w co nie mogę uwierzyć, bo kto mówiłby takie imponderabilia. Miałem co prawda też własną przygodę, zarejestrowałem się i nie było mnie na liście uczestników, a pokoi brak, ale od czego są koleżanki Topowiczki... ;). Ponoć darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda?

Jako że jestem osobą, która nie lubi stać biernie z boku, to moja rola na Zlocie była dość widoczna, nie dość że zaangażowałem się w jego organizację (chociaż w porównaniu do paru osób w znikomym stopniu), to jeszcze podczas wydarzenia zastępowałem skarbnika Stowarzyszenia (chyba zebrałem za dużo składek...), członkowałem komisji skrutacyjnej, biegałem podczas dyskusji z mikrofonem, prowadziłem panel dyskusyjny m.in. z Prezes UP RP, nawoływałem ludzi z przerw... No i przede wszystkim się uśmiechałem (to było najtrudniejsze).

Z opisujących Zlot nikt się jednak nie pokusił o jakiekolwiek refleksje. Z mojej strony dosłownie kilka:
  • Organizacyjnie, biorąc pod uwagę tempo prac po stronie MNiSW, wyszło bardzo dobrze. Takie też dostawałem co do zasady sygnały. Miejsce Zlotu udane, lepsze nawet niż proponowane wcześniej (nad jeziorkiem - w tej temperaturze też bym sobie siedział z "pinacoladą" nad brzegiem...;))
  • Topowicze brali czynny udział w dyskusjach, panelach, walnym, co bardzo cieszy. Widać, że jest grupa osób, której zależy na zmianach i czynnie się w nie zamierzają angażować.
  • Polski świat komercjalizacji miał nas okazję poznać bliżej. To niezwykle ważne, łatwiej będzie realizować część inicjatyw.
    Mój panel
  • Agenda była jednak trochę zbyt napięta, być może o 1 panel i 1 dyskusję za dużo. Pogoda nie pomagała (upał + klima) się skupić. 
  • W konsekwencji nie udało się przeprowadzić najważniejszej chyba części Zlotu, czyli dyskusji o pomysłach na realizację przedsięwzięć w grupie Top 500. Boleje nad tym sporo osób wraz z Zarządem. Całe szczęście udało mi się zebrać pomysły Topowiczów i stworzyć z nich bazę. Teraz się okaże, kto mocny w gębie, a kto w robocie... ;)
  • Wydaje mi się po dyskusji na panelu o "uwłaszczeniu naukowców", że większość Topowiczów nie do końca rozumie, co MNiSW i NCBR chcą wprowadzić w Polsce. Polecam dobrą kawęi... poczytajcie sobie o tym na internecie, to raczej istotny temat.
  • Warto, by Zarząd rozwinął współpracę z większą liczbą chętnych do prac w Stowarzyszeniu Topowiczów. Kujmy żelazo...
  • 57% absolwentów Top 500 miało na etapie rekrutacji stopień doktora - to kapitalna wiadomość w kontekście ich dalszego rozwoju naukowego. Za 10-15 lat grupa Top 500 może nadawać ton polskiemu transferowi technologii i oczywiście nauce.
  • Pomimo próśb, ciągle niektórzy sobie w rodzinie "Panują" oraz piszą, że "w mojej grupie". Nie ma pan/pani, nie ma grup. Już nie.
  • Moje osobiste zdanie po rozmowach z ilomaś osobami - ciągle jeszcze jest u sporej części  ukryta "nieufność" i brak tego "lets go!", jako amerykanizm i jakieś takie nieprawidłowe podejście. Oczekiwania, że ktoś coś zrobi za nas (mityczny szef instytutu, rektor, itd.). Że networking jest "dziwny". Przepraszam, ale dziwna to jest Polska. 
  • Efektem Zlotu powinno być kilka inicjatyw, typu DT, Forum, grupa uwłaszczeniowa itd. Trzymam kciuki.
Ponadto w ostatnim dniu Zlotu otrzymałem nagłą propozycję "idziesz do radia!", a że była ona wypowiedziana przez Panią Organizator, to nie sposób było odmówić. I tak, wraz prof. Moncarzem, Kasią, Piotrem oraz Bartkiem trafiłem do I Programu Polskiego Radia. Nagranie można odsłuchać tutaj. Nawet fajnie to wyszło, chociaż redaktor uciął moje bodajże 2 wypowiedzi. Widocznie nudne ;)

By nie marnować czasu spotkałem się jeszcze w Warszawie z Damianem Decem, Prezesem ATFIN, gdzie dość żywiołowo dyskutowaliśmy sobie o komercjalizacji. Dzięki Damianie za spotkanie.*

Spotkanie w Kancelarii Prezydenta RP

W kolejnym dniu udałem się na Krakowskie Przedmieście uczestniczyć w spotkaniu nt. finansowania uczelni i konkurencyjności sektora szkolnictwa wyższego, z udziałem władz uczelni publicznych i prywatnych, badaczy, studentów i przedstawicieli biznesu. Gospodarzem spotkania był Doradca Prezydenta RP prof. Maciej Żylicz.
Widok z Pałacu Prezydenta
Spotkanie kręciło się wokół tematu algorytmu finansowania uczelni państwowych. Było burzliwe, można powiedzieć że urzędnicy starli się z rektorami. Na tyle, że nie było jak palca do tej dyskusji włożyć.
Wnioski? Takie, oficjalne:
  1. Algorytm finansowania uczelni należy zmieniać w kierunku odejścia od czynnika „przeniesienia” i przejścia do promowania jakości uczelni poprzez skupienie na miernikach wydajności np. wartości zrealizowanych projektów R&D, cytowalności międzynarodowych publikacji, wartości komercjalizacji;
  2. Należy odchodzić od formuły finansowania za pomocą algorytmu w kierunku coraz większego udziału finansowania jakości nauczania w celu zwiększenia konkurencyjności między uczelniami. Potrzebne są nowe programy promujące jakość nauczania, w tym tworzenie uniwersytetów badawczych;
  3. Kluczowymi zmianami determinującymi wydajność finansową uczelni są zmiany obejmujące ład korporacyjny tj. zwiększenie transparentności finansowej i organizacyjnej uczelni oraz stworzenie rad powierniczych, złożonych z absolwentów i niezależnych od uczelni osób z międzynarodowym doświadczeniem w biznesie i nauce, które by wybierały rektorów uczelni;
  4. Kierunkiem rozwoju zwiększającym wydajność uczelni jest finansowanie publiczne wyłącznie na poziomie studiów licencjackich i odejście od finansowania studiów magisterskich;
  5. Atrakcyjnym mechanizmem finansowania i poprawy jakości usług jest dopasowanie oferty edukacyjnej do potrzeb studentów i rynku poprzez wprowadzenie bonów edukacyjnych umożliwiających świadome korzystanie z oferty wszystkich uczelni na rynku i elastycznego reagowania na wyzwania rynkowe;
    Rocznica Rzezi Wołyńskiej... idą w kierunku Pałacu.
  6. Niż demograficzny oznacza konieczność dywersyfikacji źródeł finansowania uczelni, konsolidację uczelni oraz umiędzynarodowienie oferty uczelni w sposób wzmacniający ich międzynarodową konkurencyjność;
  7. Istotne jest wykorzystanie środków strukturalnych na rzecz wprowadzenia zachęt dla uczelni do konsolidacji i na rzecz budowy centrów kompetencji R&D, a także tworzenie warunków dla powstawania uniwersytetów badawczych.
To na co ja bym zwrócił uwagę, to prezentacje, szczególnie ta Pawła Dobrowolskiego z FOR (miażdży). Prezentacje oraz przebieg spotkania można znaleźć tutaj.

Gdzie jest deadline?

Z innych ciekawostek:
  • Prace nad Prawem Zamówień Publicznych przyniosły efekt. 2 dnia zlotu Minister Kudrycka wysłała Prezesowi smsa z informacją, że rząd przyjął propozycję zmian w PZP. Problem w tym, że chyba nie do końca taką, o jaką walczyliśmy, ale z tego co mi przekazano, sprawa jest w toku :). Na ten moment głównymi zadowolonymi powinni być naukowcy (poza dydaktykami i administracją). Co by nie mówić, informacja i tak świetna - a wszystko dzięki akcji Pzp wiąże ręce nauce!
    Do wszystkich - polskie prawo można zmieniać nie tylko w sposób oficjalny
    .
  • Jeszcze przed Zlotem dyskutowałem w grupie kilku osób o "uwłaszczeniu" naukowców. Naturalną konsekwencją była jej rozbudowa o kolejne, stąd takie pytanie zadałem na forum ogólnym Top 500. Poczekałem 2 dni, zebrałem dodatkowych kilka osób i... zamknąłem nabór do grupy. Wtedy się zaczęło... dlaczego nie było deadlina naboru do grupy (?), jaki jest limit miejsc itd. Inaczej mówiąc, nagle ileś osób się obudziło chcąc przystąpić do pracy... :) Cóż, dodałem wszystkie - zobaczymy jak efekty.
    Tak przy okazji uważam, że jeśli ktoś nie odbiera maila co chociażby 2 dni, to pożytek z takiej osoby w kontekście pracy grupowej jest niewielki. Takie mam experience.
  • Pojawił się nowy odcinek Boomeranga, tym razem prowadzący Rafał Ślusarczyk odbywa rozmowę z prof. Janem Lubińskim. Warto! Profesor robił komercjalizację, gdy wielu dzisiejszych ekspertów bawiło się na podwórku przed szkołą.
    Cytaty powalają
    : "bez uczelni by to się nie udało", "... To jest ciekawe, że te uczelnie ekonomiczne, biznesowy, właściwie ze mną nie rozmawiały. To czego oni uczą na tej ekonomii? To jest kompletne nieporozumienie. Jest przypadek o którym warto poopowiadać, przestudiować... nie miałem nigdy spotkań na jakimś wydziale ekonomii czy biznesu", itd. Nieźle dostaje się też inwestorom.
  • 28-29 października 2013, Kraków, na AGH odbędzie się Polsko-Amerykański Most Innowacji. Dwudniowe wydarzenie o charakterze ogólnopolskim i otwartym – zarówno dla naukowców jak i dla studentów. Warto być!
  • Właśnie rusza darmowy kurs Design Thinking Action Lab prowadzony przez wykładowców z D.school. Rejestrować można się tutaj.
  • Każdy ma taką Dolinę Krzemową na jaką zasługuje ;) 
  • Najlepszy filmik Top 500 ever :)
 


    Masa krytyczna polskiej innowacji

    Ten czarny to centrum transferu technologii ;)

    Palo Alto <3
    * rym

    niedziela, 7 lipca 2013

    Raport o transferze technologii w Europie

    A dzisiaj z innej beczki. Jakiś czas temu kolega z branży przesłał mi bardzo ciekawy materiał dotyczący tego, jak wygląda transfer technologii w Europie.
    Opracowanie jest bardzo świeże, bo z kwietnia 2013 r. Zostało wykonane na zlecenie Komisji Europejskiej przez Empirica GmbH, Fachhochschule Nordwestschweiz oraz UNU-MERIT.

    "Respondent Report of the Knowledge Transfer Study, 2011
    European Knowledge Transfer Indicators Survey
    Code of Practice Implementation Survey
    Interviews with Firms Active in Four R&D Intensive Sectors
    April 2013"

    Raport prezentuje rezultaty trzech rodzajów badań: przegląd działań związanych z transferem technologii 498 europejskich publicznych jednostkach naukowych (uczelniach oraz instytutach, w tym8 polskich), przegląd praktyk, polityk, procesów 322 organizacji badawczych na polu IPR, wywiady z ponad 100 uniwersytetami oraz organizacjami ("Public Research Organisations") w celu ustalenia jakie są kluczowe czynniki sukcesu na polu transferu technologii.

    Dość długo przymierzałem się do przetłumaczenia rezultatów raportu, ale w końcu doszedłem do wniosku, że będę podawał ciekawostki/wyniki w języku angielskim, a komentarz będzie ewentualnie polski (do tego w moim stylu, czyli frywolny). Szybciej pójdzie, a warto się tym podzielić, bo wyniki raportu mogą bardzo zaskakiwać oraz wprowadzać w zadumę.

    Raport został przygotowany rzetelnie, profesjonalnie, stąd należy w mojej ocenie jego wyniki traktować poważnie (są reprezentatywne).

    Najciekawsze wątki:
    • License income is highly concentrated, with the top 10% of universities and research institutes earning approximately 85% of all license income. The vast majority, 88.8%, of €346 million in reported license income is also from biomedical inventions.
    Od razu na starcie "petarda". Statystyki raczej podobne do amerykańskich - najlepsze 10% uczelni zdobywa 85% dochodów ze sprzedaży licencji. Ale z czego - otóż prawie 90% tego dochodu jest generowanego z wynalazków biomedycznych!
    Skoro już to wiemy (mamy potwierdzone), to może ministerstwa i agendy powinny naciskać władze tych instytutów i uczelni które robią w bio-biznesie, by nastawiły się na transfer swoich technologii? To się co prawda już dzieje, ale może warto docisnąć temat, skoro to jest kluczowy obszar dla Europy?

    • Almost two-thirds of universities and research institutes report that their licensed technology resulted in at least one commercially successful product or process in the previous three years.
    Cóż tu komentować. W ciągu ostatnich 3 lat prawie 2/3 jednostek naukowych wpuściło jakiś temat na rynek.

    • Universities obtain more invention disclosures, start ups, license agreements and research agreement per 1,000 staff than research institutes, but the latter outperform universities for patent applications, patent grants, and license income.
    Uczelnie są lepsze w wynalazkach, start-upach, umowach licencyjnych oraz naukowych (na 1000 zatrudnionych), ale instytuty zwyciężają w statystykach dot. zgłoszeń patentowych, przyznanych patentów oraz dochodów z licencji.

    • In 2010, European universities and research organisations outperformed their American colleagues for the amount of research expenditures required to produce one patent grant, start up and license agreement, but American universities and research organisations are better at producing invention disclosures, patent applications and license income. On average, license income in Europe equals 1.5% of the research expenditures by universities and research institutes, whereas in the United States license income equals 4% of research expenditures.
    To jest ciekawe, pokazuje po raz kolejny że model kosztowy transferu technologii nie ma racji bytu. Komercjalizacja to coś więcej niż licencje, start-upy itd. Tak czy owak europejskie jednostki naukowe na pewnych polach są lepsze niż amerykańskie, ale jednak dochód z sprzedaży licencji stanowi większą część wydatków na naukę w USA niż u nas.

    • The number of knowledge transfer office staff has a substantial, positive effect on knowledge transfer outputs, including license income, after controlling for the size of the public research organisation, the policy for intellectual property ownership, and other factors. This provides a strong argument for supporting well-funded knowledge transfer offices.
    Ha! Niech mi teraz ktoś powie, że CTT są niepotrzebne. Otóż jest prosta zależność liczby osób pracujących w Centrach, a np. dochodów z licencji.

    • The most common incentive for research staff is a share of future license revenues, with the inventor receiving, on average, 40% of the income. Only monetary incentives are effective in raising the transfer performance of an institution. Other incentives such as social rewards or additional funding for research are unrelated to transfer performance and reported by less than half of the knowledge transfer offices.
    To jest ciekawe... Najczęstszym bodźcem dla naukowców do wejścia w komercjalizację są przyszłe przychody ze sprzedaży licencji. To nie jest zaskoczenie, ale dość interesujące jest to, że dostają tej kasy ok. 40%. To by się nawet zgadzało z danymi z Polski. U nas na Akademii jest to 50%, Rektor nie jest sknerą.
    Inne zachęty (niefinansowe) są bezsensowne. Nie funkcjonują za dobrze.

    • The top three out of 10 objectives for knowledge transfer offices are to generate possibilities for research collaboration, and promote the diffusion of science and technology and to generate revenues for their institution.
    No właśnie, po co działają te Centra Transferu? Z trzech powyższych powodów. Przychody są na ostatnim miejscu.

    • Most knowledge transfer services are predominantly provided internally, i.e. by the KTO or other offices of the PRO. The drafting of patent applications is the exception to the rule, as this is usually sourced externally from service providers on a contract basis. However, we find that institutions which (also) draft patents internally do not only have significantly higher patent applications, but also higher licence revenues. The ability to draft a patent application requires considerable technical and legal understanding, the existence of which is obviously also conducive to commercialization.
    A to też ciekawe. Większość tematyki związanej z komercjalizacją jest załatwiana na poziomie jednostki naukowej. Poza patentowaniem, które jest często zlecane do obróbki na zewnątrz. Ale... raport pokazuje, że ci, którzy zgłaszają patenty sami mają  nie dość że więcej zgłoszeń, ale także większe dochody z licencji. Dlaczego? Cóż, jeśli są na tyle silni, że sam mogą zając się tym tematem (np. własny rzecznik), to... są silni.

    • Print and electronic channels and in particular the World Wide Web are the most commonly used and the most effective channels for communicating information on research, IP and knowledge transfer opportunities to the private sector.
    To chyba nie zaskakuje...

    • Most of the 498 Knowledge Transfer Offices (KTOs) represent universities, were established after 2000, and have less than 10 office staff employees. 
      • 83.7% of the KTOs represent universities (of which 10% have a hospital) and 16.3% represent research institutes. 
      • 17.2% of KTOs were established before 1990, 22.1% between 1990 and 1999, and 60.7% after 2000. 
      • 22.1% of the KTOs representing universities have two or fewer staff, while 30.1% have 10 or more staff, mostly UK KTOs. Figure 2 gives the size distribution of KTOs. The average date of establishment is 1991 for KTOs representing universities and 1993 for KTOs representing research institutes. 
      • 75.2% of KTOs have at least one staff member with a university qualification in engineering or natural sciences and 58.1% of KTOs have at least one staff member with a university qualification in management or business studies. 
      • 82.2% of KTOs use external experts in legal matters. Other frequently asked external expertise is to evaluate the commercial potential of invention disclosures (58.5%) and preparing contracts (39.2%).
    Trochę statystyk o Centrach Transferu Technologii (nazywanych w UE od dłuższego czasu KTOs). Tak jak w Polsce, znacząca większość CTT/KTOs jest ustanowionych na uczelniach. Aż 60% z nich otwarto po 2000 r. (to mnie zaskoczyło, pokazuje że w całej Europie droga jest jeszcze długa, co znaczy, że my się naprawdę nie musimy wychylać z cudownymi lekarstwami na poziomie centralnym). 3/4 CTT zatrudnia przynajmniej jednego inżyniera, a ponad połowa przynajmniej jedną osobę po zarządzaniu/studiach biznesowych. 82,2% CTT korzysta z usług prawnych poza murami alma mater.

    • Data on research personnel are available for 476 public research organisations. The total number of reported research personnel is 848,121 full-time equivalents (FTE), of which 728,109 work at universities and 120,011 work at research institutes. Table 1 shows the distribution of research personnel. Average research personnel at universities in 2011 was 1,807 FTE and 1,644 FTE at other research organisations.
    Dane o personelu naukowym, FTE to pełen etat. Średni na uniwerku zatrudnia się 1807 naukowców (oraz dydaktyków- tutaj mamy pewne różnice, ale jeśli chodzi o Polskę, to pewnie chodzi o dydaktyczno-naukowych oraz naukowych).

    • A small percentage of universities and research institutes account for a large share of each outcome. This is partly due to a significant share of organisations reporting zero outcomes. The least common output is USPTO patent grants, with 59.8% of universities and 44.1% of research institutes reporting no USPTO patents. The second least common output is start-ups, whith none reported by 39.8% of universities and 33.8% of research institutes.
    No cóż... kiepskie statystyki jeśli chodzi o patentowanie w USA. Słabo też ze start-upami (tutaj zakładam, że chodzi o spin-offy i outy). Sporo uczelni zupełnie nie robi w tych tematach.

    • Total reported license income amounted to €411 million. Approximately €251 million (61.0%) was earned by universities and approximately €160 million (39.0%) by research institutes. Average license income was €870,320 at universities and €2,761,741 at research institutes. As shown in Table 5, the distribution of license income is highly skewed. For all universities, 30.6% reported zero license income and 64% in total reported less than €100,000 license income. Other research organisations perform better. They gain more license income on average (€2,761,741) compared to universities (€870,320).
    Dochody z licencji są całkiem pokaźne. 61% zapewniły uczelnie. Ale popatrzymy jaka jest różnica średniego dochodu z licencji pomiędzy uczelniami a instytutami (szok). Nadal widać oczywiście ogromne dysproporcje, prawie 1/3 uczelni nie osiągnęła dochodów z licencji, a 64% "ogarnęło" mniej niż 100 000 EUR. Lepsze tutaj znowu są instytuty.


    Jak widać, statystyki z raportu są bardzo ciekawe. Jest ich o wiele więcej, zachęcam do zapoznania się, linka podałem w tekście na samej górze.
    To na co chciałbym jeszcze zwrócić uwagę to m.in. czynniki które wpływają na bardziej efektywny oraz wydajny transfer wiedzy na uczelniach oraz innych publicznych organizacjach badawczych:
    1. Relationship between KTOs funding and staff is crucial. KTOs funding was repeatedly mentioned in the interviews as a barrier to more transfer success.
    2. Formal collaboration between Public Research Organizations in the area of IP/KTT is still in an early stage of development.
    3. Having a written and published licensing policy has advantages as well as disadvantages.
    4. Using model contracts, collecting experiences and developing trust can speed-up contract negotiations. The frequent complaint from the company interviews in 2011 that contract negotiations with PROs have become longer and more complex over the years was followed up in the PRO interviews.
    5. KTOs role in transfers not based on IP/patents is a difficult one. In an institutional IP ownership regime KTOs are the guardians of this IP. However, their role in other transfer channels is limited.
    Czyli mamy za słabe finansowanie Centrów. Oczywiście muszę się z tym zgodzić. Jak patrzę jakie możliwości rozwoju mają koledzy i koleżanki dydaktycy/naukowcy i ich instytuty, jakie programy się dla nich tworzy, a jakie dla nas (Kreator? Spin-tech? Top 500?), to jest to przeogromna różnica. Mam też pewność, że jako CTT posiadamy większe możliwości absorbcji tych środków oraz zrobienia z nich czegoś dobrego dla społeczeństwa (wymiernie).
    Cała Europa się uczy transferu technologii. To sygnał dla władz na szczeblu regionalnym oraz centralnym - nie kombinujcie, nie wymyślajcie złotych środków, potrzeba jest nam wszystkim czasu (w mojej ocenie jeszcze ok. 10 lat).
    Czasami nie warto mieć gotowych opublikowanych rozwiązań w zakresie procedur dot. sprzedaży licencji. Życie jest widocznie bogatsze.
    Posiadanie opracowanych wzorów umów itp. dokumentów ma swoje plusy - przyspiesza proces sprzedaży licencji.
    Zakres działania Centrów Transferu ma swoje ograniczenia. Są tematy w które nie wejdą, a wręcz nie powinny (merytoryka naukowa).

    No dobra, to co zrobić by było lepiej i żyło się godnie? Poniżej wycinam z raportu parę mądrych zdań, już bez komentarza (bo co tu komentować?) - są to Rekomendacje dla Komisji Europejskiej.
    PRINCIPLES FOR AN INTERNAL INTELLECTUAL PROPERTY POLICY
    • Develop an IP policy as part of the long-term strategy and mission of the public research organisation, and publicise it internally and externally, while establishing a single responsible contact point.
    • That policy should provide clear rules for staff and students regarding in particular the disclosure of new ideas with potential commercial interest, the ownership of research results, record keeping, the management of conflicts of interest and engagement with third parties.
    • Promote the identification, exploitation and, where appropriate, protection of intellectual property, in line with the strategy and mission of the public research organisation and with a view to maximising socio-economic benefits.
    • Provide appropriate incentives to ensure that all relevant staff play an active role in the implementation of the IP policy.
    • Consider the creation of coherent portfolios of intellectual property by the public research organisation – e.g. in specific technological areas – and, where appropriate, the setting-up of patent/IP pools including intellectual property of other public research organisations
    • Raise awareness and basic skills regarding intellectual property and knowledge transfer through training actions for students as well as research staff, and ensure that the staff responsible for the management of IP/KT have the required skills and receive adequate training.
    • Develop and publicise a publication/dissemination policy promoting the broad dissemination of research and development results, while accepting possible delay where the protection of intellectual property is envisaged, although this should be kept to a minimum.

    PRINCIPLES FOR A KNOWLEDGE TRANSFER POLICY
    • In order to promote the use of publicly-funded research results and maximise their socio-economic impact, consider all types of possible exploitation mechanisms (such as licensing or spin-off creation) and all possible exploitation partners (such as spin-offs or existing companies, other public research organisations, investors, or innovation support services or agencies), and select the most appropriate ones.
    • While proactive IP/KT policy may generate additional revenues for the public research organisation, this should not be considered the prime objective.
    • Ensure that the public research organisation has access to or possesses professional knowledge transfer services including legal, financial, commercial as well as intellectual property protection and enforcement advisors, in addition to staff with technical background.
    • Develop and publicise a licensing policy, in order to harmonise practices within the public research organisation and ensure fairness in all deals.
    • Develop and publicise a policy for the creation of spin-offs, allowing and encouraging the public research organisation's staff to engage in the creation of spinoffs where appropriate, and clarifying long-term relations between spin-offs and the public research organisation.
    • Establish clear principles regarding the sharing of financial returns from knowledge transfer revenues between the public research organisation, the department and the inventors.
    • Monitor intellectual property protection and knowledge transfer activities and related achievements, and publicise these regularly.

    PRINCIPLES REGARDING COLLABORATIVE AND CONTRACT RESEARCH
    • The rules governing collaborative and contract research activities should be compatible with the mission of each party.
    • IP-related issues should be clarified at management level and as early as possible in the research project, ideally before it starts.
    • In a collaborative research project, ownership of the foreground should stay with the party that has generated it, but can be allocated to the different parties on the basis of a contractual agreement concluded in advance, adequately reflecting the parties‘ respective interests, tasks and financial or other contributions to the project.
    • Access rights should be clarified by the parties as early as possible in the research project, ideally before it starts. 

    Amerykański transfer technologii, więc nie ma czego się wstydzić ;)