czwartek, 4 lipca 2013

Tu nie będzie rewolucji?

Trochę pod wpływem emocji, a także zadumy (to się chyba nazywa refleksja), pomyślałem, że dobrze byłoby zrobić sobie taki mały rachunek sumienia. Coś jak podsumowanie. Z Doliny Krzemowej w ramach programu Top500 Innovators wróciłem w połowie grudnia 2012 r., biorąc pod uwagę pierwsze ciężkie tygodnie w Polsce po powrocie ("byłeś nieznośny!"*), daje to i tak pół roku możliwości.
Możliwości wprowadzania zmian u siebie w centrum/zakładzie/instytucie, uczelni, mieście, regionie, kraju. Bo takie jest zadanie stojące przed każdym Topowiczem, chociaż zdania na ten temat są podzielone ;). A moja opinia... cóż, zawsze mi się wydawało, że warto myśleć perspektywicznie: "jak sobie poukładasz, tak się wyśpisz", czyż nie? Możesz oczywiście czekać na cud, zwalać odpowiedzialność na innych - aż "Oni" wprowadzą zmiany, reformy, procedury, czytelne przepisy, itd., ale prawda jest taka, że gdy poznajesz osobiście tych "Onych", okazuje się, że nadziei na to wielkiej nie ma i trzeba samemu się brać do roboty. Myślenie w kategoriach "to nie ja jestem za to odpowiedzialny/ nie mam tego w obowiązkach / nie za to mi płacą" jest w mojej ocenie krótkowzroczne i powoduje jedynie rozwój wrzodów lub innych podobnych uciech. 

To podsumowanie jest też wynikiem iluś rozmów jakie przeprowadziłem lub którym się przysłuchiwałem. Rozmów często intensywnych ("No to co, wróciłeś, parę miesięcy minęło, do zrobiłeś?"). W których popełniałem błędy licząc, że ludzie nagle zrozumieją, że ich praca w danej jednostce uczelnianej jest w praktyce mało warta i trzeba sięgnąć po coś więcej. Że z zapałem zabiorą się za zmiany, bo kto lubi pracować "bez sensu"? Takie to miałem chłopięce podejście... ale tak działa Ameryka. I nie wymyśliłem sobie tego, ale sporo osób właśnie tak czuło się krótko po powrocie (Prof. Andrew M. Isaacs na zakończenie pobytu grupy 40.4 powiedział: "Jak nie teraz, to kiedy? Jak nie my, to kto?".)

Spójrzmy więc co też się działo, co się udało, a co nie udało. I dlaczego. 

Udało się:

  • Poznać fantastycznych naukowców, ekspertów, VC, aniołów biznesu, przedsiębiorców z Doliny Krzemowej oraz z Polski. Z częścią nawet utrzymać kontakt.
  • Złapać oddech, dystans i naładować akumulatory.
  • Przeprowadzić podstawowe szkolenie dla najbliższych współpracowników. 
  • Powołać do życia Stowarzyszenie Top500 Innovators, wcześniej opracować statut (brałem dość intensywnie udział w pracach) organizacji, przeprowadzić konsultacje, wizytować Łódź oraz Warszawę na zebraniu założycielskim, itp. 
  • Stać się członkiem grupy doradczej Zarządu Stowarzyszenia. Co tydzień skype, czasami 2-3 h.
  • Wciągnąć się w realizację programu US-Poland Innovation Hub, polegający na przygotowywaniu firm do podboju rynków globalnych:
    • poprowadzić szkolenie z networkingu w Łodzi dla kilku firm
  • Współorganizować Zlot Top 500 w Warszawie w lipcu 2013 r.:
    • mam tam nawet prowadzić jeden z paneli dyskusyjnych z takimi tuzami jak Prezes UP RP
  • Zorganizować dwa Dni Kreatywności na Akademii Morskiej w Szczecinie (tygodnie przygotowań). 
  • Odbyć 5-tygodniowy kurs online: Crash Course on Creativity Tiny Seeling w zespole z Topowiczami.
  • Wziąć udział w konferencji "Managing Innovation" w Warszawie.
  • Zorganizować spotkanie z prof. Moncarzem w Międzyzdrojach i przedyskutować "co dalej" z regionem i nami.
  • Uruchomić nowy mailing o transferze technologii, wysyłka cykliczna co kilka dni zestawu dziwnych informacji. Zapisy tutaj.
  • Zorganizować pierwsze spotkanie szczecińskich Topowiczów :)
  • Brać merytoryczny udział w pracach nad wdrożeniem nowej inicjatywy NCBR pn. SIMS (niestety, Akademia się na to nie łapie).
  • Wesprzeć inicjatywę "Pzp wiąże nam ręce" - moje CTT ma piękną fotkę na portalu
  • Mocno zaangażować się w pomoc w naborach do kolejnych edycji Top 500:
    • Razem z kolegą oraz osobiście przeprowadzić szkolenia na Uniwersytecie Szczecińskim
    • Razem z koleżanką przeprowadzić szkolenie na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym
    • Stać się członkiem Komisji Oceniającej podczas naboru wiosennego (świetne doświadczenie)
    • ... ogólnie doradzać MNiSW w tym zakresie 
  • Wziąć udział w Śniadaniu biznesowym w Technoparku Pomerania - przedstawić firmom doświadczenia z pobytu w Dolinie Krzemowej (w tym o Innovation Hub)
  • Spotkać się z Centrum Obsługi Inwestora i Eksportera Urzędu Marszałkowskiego, porozmawiać o zarysie misji gospodarczej do Silicon Valley w 2014 r.
  • Zaangażować się w rozwój rozwiązań IT w Stowarzyszeniu:
    • moderować stronę Top500
    • dopracowywać forum Topowiczów - wkrótce ujrzy światło dzienne
    • brać udział w pracach grupy IT w Stowarzyszeniu, w tym nawet spotkać się w Warszawie z MNiSW w tej sprawie oraz ustalać jakie rozwiązania wdrażamy dla Topowiczów (dyskusja bez końca... ;)).
  • ... prowadzę tego bloga.
  • Powołałem do życia grupę "topowicze" na Facebooku, ładnie się rozwija
  • Wziąć udział w prestiżowym seminarium eksperckim „R&D w uczelniach” w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, wkrótce biorę udział w kolejnym (chyba mnie polubili).

Nie udało się:

  • Nawiązać ściślejszej współpracy w Szczecinie z innymi uczestnikami programu.
  • Wykonać wspólnej prezentacji nt pobytu na Stanfordzie w grupie 40.3 (każdy miał zrobić po 1 module tematycznym).
  • Zaangażować się w inicjatywę Boomerang.
  • Innovation Hub - co prawda podałem to w rubryce "Co się udało", ale też nie funkcjonuje ta inicjatywa tak jakbym tego oczekiwał.
  • Spokojnie, rzetelnie porozmawiać z kolegami i koleżankami w Centrum Transferu Technologii o przyszłości.
  • Jak wyżej, tyle że z władzami uczelni.
  • Jak wyżej, ale z władzami regionu. 
  • Budować partnerskich relacji administracja - naukowcy u siebie na uczelni oraz poza. 
  • Zrealizować jakiegokolwiek "dużego" pomysłu:
    • otworzyć biblioteki i czytelni w regionie 24h/dobę
    • zmienić wnętrza uczelni (więcej stolików i ławek, pokoje kreatywne)
    • nawiązać współpracy z MRR w zakresie poprawy systemu oceny projektów unijnych w perspektywie 2014-2020.
    • rozpocząć dyskusji o kapitalnym pomyśle kolegi na szczecińskie Centrum Nauki (Kopernik)
    • opracować koncepcji shadow workingu między Topowiczami
    • ogarnąć tematu przygotowania Kalendarza AM na 2014 r. (design dla studentów)
    • powrócić do Spotkań regionalnych instytucji otoczenia biznesu, urzędów, uczelni itp. twórców
    • opracować Uczelnianego Pakietu Powitalnego jako wzoru do stosowania w kraju
    • rozwinąć pomysłu na mini-boomeranga w regionie "Między nauką i biznesem" 
    • i kilka innych...
  • Zebrać zgranej ekipy ludzi od zmian w regionie i kraju. Tak w ogóle, to "da się"? Proponowałem powołanie takiego interdyscyplinarnego zespołu w MNiSW, na razie odzewu brak.
  • Zrobić COŚ z systemem transferu technologii na uczelni.
  • Pociągnąć któryś z tematów omówionych podczas spotkania grupowego w Mountain View.
  • Przebić się w mediach regionalnych i rozpowszechniać wiedzę (nieść kaganek...).

Dlaczego nie wszystko się udaje:

  • Bo trzeba robić, nie gadać i pisać blogi.
  • Bo osoby, które mają chęci do zmian, nie rozumują tak samo - pisałem już o tym w moim manifeście. Brzmi dumnie...
    Więc co, Make your own kind of music, even if nobody else sings along? Dość polskie i chciałoby się rzecz - nieprawidłowe podejście. Kiedyś zrozumiemy, że wspólnie możemy osiągnąć więcej. Jak poczujemy na kilku przykładach, że to działa.
  • Bo wielokrotnie ma się wrażenie, że "ten pomysł nie zadziała w Polsce". I nie chodzi o "nie da się", ale o zwykły rozsądek.
  • Bo pomysł nawet jeśli "zadziała", to wynika z tony wylanego potu i stresu. Inaczej mówiąc, człowiek nie ma ochoty angażować swojego prywatnego (!) czasu w realizację danej inicjatywy. Bo i czasami pieniędzy z tego nie, pochwały też, a jeszcze można dostać po grzebiecie za "wychylanie się".
  • Żeby się udało, trzeba mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość. Czyli być decyzyjnym. Być szefem instytutu/CTT/dziekanem/prorektorem. Dotykamy w konsekwencji jednego z ogromnych problemów - zauważalnym jest, że takie osoby nie mają ochoty/nie chcą korzystać z takiej oferty jak program Top 500. Widzimy to też w przypadku innych podobnych inicjatyw. Więc jak oni mają wejść na wyższy poziom zarządzania? Przez praktykę nie wejdą, bo robią ją w sposób niewłaściwy!
  • O spojrzeniach i uśmieszkach "o czym on gada... fantazje jakieś / co on.. przecież to Polska nie Ameryka, tu się tak nie da!" nie ma co chyba wspominać? Naprawdę jestem pod wrażeniem tych osób, które nie zważając na tego typu dołki, prą dalej i robią swoje. Ja wolałbym pracować w zespole, który rozumie co się do niego mówi.
    Moja rada dla ludzi którzy są podobni do mnie: skupcie się na rzeczach podstawowych, zabawowych, które mogą w konsekwencji rozkręcić/wychować wam waszych przyszłych współpracowników. Dużo uśmiechu, nawet deprecjonowania tego co było w Dolinie, by pokazać, jakie to wszystko proste i "da się" razem coś zrobić. Warto moim zdaniem wytworzyć luźną atmosferę, która w konsekwencji zachęci ludzi do partycypowania. I... zagryźć zęby i język. Jeśli po powrocie z Programu słyszycie w około ten cały "bullshit" (ale poprawny w Polsce/ UE), proponuję nie komentować. Przyznaję, że takie podejście jest b. czasochłonne i nie daje gwarancji efektu (trzeba nad tym spędzić mnóstwo czasu). Jest też stresogenne, frustrujące i wpędza w stany depresyjne (nieprzespane noce w pakiecie). Ale pozwala zrobić chociaż coś małego.
  • Przy okazji - koledzy i koleżanki z różnych instytucji "równi tobie". Nagle gdy opowiada się o swoich doświadczeniach, wszyscy są wszechwiedzący, kiwają głowami że rozumieją. Wszyscy wiedzą co to jest burza mózgów, co do jest prototypowanie, co to jest podejście projektowe. No sami magicy i znawcy! Na początku chce się człowiekowi śmiać, potem już niezbyt. :)
  • Wychodząc na poziom centralny, wsparcie donatora jest na razie nikłe. Tak w kwestiach promocyjnych, jak organizacyjnych. Ale sprawy powoli idą w dobrym kierunku, dzięki działaniom Stowarzyszenia Top500 Innovators oraz samozaparciu paru osób. Ech... daleko do tej stolicy, daleko!
  • Bo część Topowiczów nie rozumie, że ktoś w nich zainwestował ogromne środki i ma wobec tego pewne oczekiwania (o tempora, o mores!). Tak, właśnie tak. To nie są wakacje, to nie jest nagroda za dotychczasowe osiągnięcia, tylko inwestycja w człowieka, która ma się zwrócić. Polsce.
    Przyznam, nie kręci mnie twierdzenie, że zmieniajmy poprzez pracę "od poziomu zakładu", bo nie dożyję tych zmian. Zresztą czasami dziwię się, że MNiSW nie wpisało do umowy pewnych twardych oczekiwań względem uczestników Programu. Cóż, jeśli będzie kolejna tego typu inicjatywa, raczej się już o tym nie zapomni. Odsieje się dzięki temu tych, którzy mają ochotę korzystać z naszych podatków by pracować nad sprawami mało znaczącymi. Być może nie powinni również korzystać z tego wsparcia ci, którzy wiedzą, że po powrocie będą mieli na tyle duże obłożenie, że i tak nie dadzą rady nic nowego wprowadzić lub z innych powodów wiedzą, że będzie to b. trudne.
    Kto wie... biorąc pod uwagę to co powyżej, ja również bym się na taki wyjazd nie łapał. Trudno, najważniejsze by środki publiczne trafiały tam, gdzie powinny, i do tych, którzy są godni je otrzymać. Lepiej wysłać 15 z sensem, niż 40 "a nuż coś...".
  • Bo zbyt wiele wymagam od innych, m.in. żeby po powrocie z USA natychmiast stawali się chętni do współpracy.
  • Bo sam sobie jestem winien, nie potrafię przekazywać wiedzy. 
  • Amerykanie by powiedzieli: dajcie spokój i zajmujcie się tym co dobre i dobrze rokuje, sprawy słabe zostawcie na boku. Nie wiem czy potrafię.
  • Czy warto robić samemu jeśli grupa jest niezainteresowana? Nieustannie się nie zgadzam - przykładem jest kilka inicjatyw które znamy, założenia są OK, ale szczegóły niedopracowane, bo przygotowywane w zbyt małym zespole. W konsekwencji fajnie, że "się kręci", ale bez omyłek na starcie kręciłoby się lepiej. Więc czy powinniśmy realizować inicjatywy dla inicjatyw? Czy powinny być od początku realizowane w grupie? A jeśli nie ma grupy - nierealizowane (czekałyby na lepszy czas)? Kto mądry odpowie?

Proszę nie traktować powyższego jako litanię czy wylewanie żali. Można powiedzieć, że głośno myślałem i tymi myślami się podzieliłem. Warto zastanawiać się na spokojnie, dlaczego ciągle jeszcze efekty wyjazdów są tak pojedyncze i czemu (tu taki żarcik) wszyscy się przytulają do design thinkingu (trochę inicjatyw tego typu się kręci) ;) Zamiast popracować trochę nad sprawami proceduralno-systemowymi.
No cóż, nie każdy je czuje. A szkoda, bo tracimy tylko sporo cennego czasu.

Zlot przed nami, program na bogatości, będzie świetnie: http://top500innovators.org/zlot-absolwentow.

Zlot się zbliża :) (zdjęcie ukradzione z usptc.org)

* Trwa do dziś :)

3 komentarze:

  1. Jak to nie da się? Wszystko się da. Należy przede wszystkim wierzyć w to, co się robi i 'da się'.
    Inaczej świat stanie w miejscu.
    Amerykanie są w tym najlepsi? A w czym my jesteśmy gorsi?
    Pozdrawiam,
    wpisz w google 'sekret' - wszystko 'się da'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaśmina Solecka4 lipca 2013 09:43

    Zapomniałeś napisać, że obiad nam się wczoraj udał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbyszek: Zgoda, chyba nawet czasami jestem przedstawicielem tego nurtu "da się" ;)
    Jaśmino: Tak, dzisiaj jadę poprawić tureckim kebabem.

    OdpowiedzUsuń